Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

Co u licha dzieje się na Ślęży?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
25 odpowiedzi w tym temacie

#21 Guest_Orson_*

Guest_Orson_*
  • Goście

Napisano 25 września 2009 - 13:33

Tego, czy jest ich pełna, czy nie- nie wiem. Wiem tylko, że jest pełna oszołomów:). Znam tylko z 3 ciekawe przypadki z polskiej ufologii, wiele zabawnych, aczkolwiek nie mam jakiejś dużej wiedzy w tym temacie. Tak jak już zauważyliśmy z Ryśkiem i nie tylko- wiele środowisk z polskiej ufologii, poprzez synkretyzm głównie z ezoteryką, nabiera cech sekt.

#22 Arek 1973

Arek 1973

    Homo Infranius Alfa

  • Moderatorzy globalni
  • 3 642 postów

Napisano 26 września 2009 - 02:28

I ja mam przeszło 15 lat zajmowania się ufologią na karku ale mnie to jakoś nie żraża. Przeciwnie nadal wydaje mi się to fascynujące a że jestem tutaj na forum to tylko potwierdza moje zainteresowanie tym fenomenem.
I także ja przeszłem swoją szkołę i zobaczyłem że zaufanie do przypadków paranormalnch podawanych w necie nie zawsze wychodzi na zdrowie , być może że chciałem kiedyś wierzyć ale prawda nauczyła mnie być tu i tam sceptycznym, to tak ogólnie o mnie.
O projekcie cheops czytałem dużo, tak! śledzę ich poczynania od paru lat, przeczytałem wszystkie sesje oraz inne materiały z ich strony, nawet byłem przez jakiś czas na ich forum, ale to już było dawno temu,. Nie dlatego że jestem ich jaskółką ale ogólnie ten fenomen "sekta" wywarł na mnie wrażenie, i to w tym sensie że miałem okazję live wszystko obserwować. Piszę na żywo bo nie jest to jakiś reportaż z telewizji o sekcie co była, ale to co oni porabiają dzieje się tu i teraz, i mam okazję na bierząco podpatrywać ich działania, dlatego to mi się podoba i zarazem uczy. Chociaż schemat jest podobny co do innych sekt to i tak sobie myślę co w końcu będzie jak NIbru nie przyleci? (miała już być widoczna na wiosnę). Co będzie jak faraona nie złożą do grobu? czy nas trafi Nibru z swym ogonem?. Raczej nie, ale ciekawsze pytanie WTEDY zadam :dlaczego Samuel alias Enki się mylił? haha czy wtedy projekt cheops będzie jeszcze istniał?, albo że to że żyjemy zawdzięczamy jaszczurowatemu Enki?
TO się dzieje TU i TERAZ dlatego śledzę ich wyczyny. Wolę to niż patrzenie na obrady sejmu....pozdrawiam

#23 Arek 1973

Arek 1973

    Homo Infranius Alfa

  • Moderatorzy globalni
  • 3 642 postów

Napisano 27 września 2009 - 01:27

No tak, ci sprytniejsi co chcą za wszelką cenę zarobić, tak niektórzy z nich dopuszczają się nawet pewnych manipulacji, lub inaczej: powiedzmy nie ujawniają wszystkiego co np. nauka powiedziała na ten temat tylko dlatego by słuchacza, czytelnika wprowadzić w stan ohhh ahhh i się samemu dobrze sprzedać

#24 xedos

xedos

    Homo Infranius

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPip
  • 487 postów

Napisano 27 września 2009 - 12:10

Przykro to powiedzieć, jednak właśnie tak jest! Najbardziej denerwuje jednak premedytacja z którą w sposób oficjalny ( nawet na antenie podczas audycji) mówi się, że " nie bierzemy za to pieniędzy, chwilę później podaje się cenę biletu). Rozumiem to, że organizatorzy ponoszą koszty i ktoś musi je wyrównać ale póki co - ufologia nie jest nauką ścisła, a wiedza ufologiczna jest w większości nie do udowodnienia - w związku z tym nikt nie ma prawa na tym zarabiać. Takimi działaniami powinny zajmować się pod ścisłą kontrolą fundacje lub grupy nieformalne, jednak także na jasnych zasadach. Spotkania te gromadzą gości - ludzi, których wiarygodność jest mocno kontrowersyjna o wiedzy nawet nie wspominam - czasami inspirują ich nawet ...sny!

Dbajcie o swoje portfele i zdrowy rozsądek, wiele osób przekonało się na własnej skórze jak tragiczne mogą być skutki wpływu ludzi, którzy są zwyczajnymi kanciarzami ozdobieni w cudze lub nieprawdziwe piórka.

Pozdrawiam

#25 navajo88

navajo88

    Początkujący

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 21 postów

Napisano 23 stycznia 2010 - 18:43

Ten temat powraca jak przysłowiowy bumerang. Tylko uważny i cierpliwy czytelnik wie ile czasu i atramentu poświęciłem na to tylko aby zasygnalizować to, co dzieje się w rejonie Ślęży. Dzieje się wiele i ”dziwnie”, kiedy temat został przybliżony pojawiły się przedziwne informacje, która miały wyłącznie jeden cel dyskredytację autora, wytoczenie mu procesu sądowego, pogróżki, a nawet próby rzucenia klątwy! Tak, tak, to nie żarty! Jak widać klątwa nie jest przeżytkiem średniowiecza, niestety jako wyjątkowo gruboskórny i uparty jak osioł osobnik w sposób niezwykle prosty mówię: mam to w… głębokiej zadumie.

Fragment listu przesłanego na mój prywatny adres:

Witam

Nie znamy się, jednak to jest bez znaczenia. Proponuję aby pan zapoznał się z poniższą lekturą…

J.


Swoją drogą to ciekawe, że w jakiś cudowny sposób ludzie docierają do mnie ocierając się wręcz o prywatność. Zostawmy to, a skupmy się na tekście wskazanym przez J.

O ratunek dla kościółka na Ślęży!


W 1800 roku pewien pisarz o nazwisku Karl Friedrich Benkowitz – zakończył zresztą w obłędzie swój żywot samobójczym skokiem z okna – wzbudził w świecie raczkujących mediów śląskich sensację proponując, aby na szczycie góry Slęży rozpalić wielkie ognisko. Góra zyskała by taki sam wygląd jak ziejący ogniem i plujący lawą Wezuwiusz. Po co to czynił? Ano chciał przekonać wszystkich w okolicy, że krajobrazy śląskie są tak samo piękne i znaczące, co znane krajobrazy włoskie, a w samym Wrocławiu – u podnóża imaginowanego Wezuwiusza – uprawia się sztuki i nauki z nie mniejszą intensywnością niż u podnóża prawdziwego Wezuwiusza. Pomysłowi temu przyklasnęli sensaci najrozmaitszej maści, natomiast głosem rozsądku przemówili ówcześni właściciele Góry – kanonicy regularni, słusznie obawiając się o swoje lasy oraz o stojący na Górze już od roku 1702 kościółek. Minęło nieco ponad dwieście lat.

W 2004 pewna organizacja o nazwie „Projekt Cheopsa” dysponująca stroną internetową i zapewne środkami finansowymi zaczęła poszukiwać w kościółku ślężąńskim skarbu. Niestety – w odróżnieniu od pomysłów Benkowitza – zdołała przekonać właściciela kościółka – Papieski Fakultet Teologiczny we Wrocławiu do wyrażenia zgody na „przeprowadzenie prac archeologicznych”. Spiritus movens przedsięwzięcia był niejaki „pan William Sakowicz” z Chicago, działający właśnie w ramach projektu Cheops. Zawarto umowę nie tylko z księdzem Tomaszem Zającem – dyrektorem ekonomicznym Seminarium, ale także z Uniwersytetem Wrocławskim. Prace poszukiwawcze miał prowadzić pan doktor Limisiewicz z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Do dzieła przystąpiono żwawo, a mianowicie 17. 8. 2004 roku (Prawdopodobnie data ta ma wiele wspólnego z paranoidalną numerologią nawiązująca do wysokości Slęży nad poziomem morza: 718 metrów). Cytuję ze strony internetowej „Projektu Cheops”:

„Pierwszy etap: wykopaliska w Polsce na górze Ślęża koło Sobótki w pobliżu Wrocławia.
Jest to etap najprostszy i względnie niedrogi, gdyż dotyczy naszego polskiego ?podwórka?. W czasie kilku sesji z Lucyną Łobos otrzymaliśmy informacje, co kryje góra Ślęża i jak dotrzeć do skarbów historycznych, które – według przekazów Lucyny – są tam ukryte od czasów Bolesława Chrobrego. Po wielu trudnościach i przeszkodach natury formalnej etap ten zaczął być realizowany 17 sierpnia 2004 r. przez ekipę archeologów z Uniwersytetu Wrocławskiego, pod kierownictwem dr Aleksandra Limisiewicza (patrz: “Ślęża – stan obecny badań”).

Fragmenty niektórych sesji dotyczących tego tematu można znaleźć w dziale “Ślęża-sesje”.

Dodam jeszcze, że ów projekt Cheops – rzekomo już nieistniejący, łączy się najwyraźniej z tak zwaną „Misją Faraon”, która na swojej stronie internetowej wykorzystuje także wykopaliska pana dra Limisiewicza, obszernie relacjonując ich przebieg. Celem głównym nie jest już rzekomy skarb widziany przez panią Łobos (w Misji Faraon występuje ona jako wiceprezydent: Lucyna Łobos-Brown – najprawdopodobniej chodzi o tę sama osobę), ale o ratowanie świata w roku 2012:

„Misja Faraon” – jest pokojową misją pozaziemską, skierowaną w Ziemię przez wyższą cywilizację z pasa Oriona w celu pomocy Ziemi i ludziom w roku 2012, czyli na czas cyklicznego przelotu tzw.PlanetyX/Nibiru. Misja jest skierowana na pomoc wszystkim ludziom, nie tylko „wybranym” przed perturbacjami na naszej planecie, co już się objawia, jako mylnie nazwane przez naukę „ocieplenie klimatu”. Rzeczywistą przyczyną obecnych zmian na Ziemi jest planeta dryfująca przez nasz ziemski Układ Słoneczny, która będzie już widoczna gołym okiem na północnym niebie w roku 2009.” (Cytat za stroną internetową www.missionpharaoh.com)

Nie muszę dodawać, że jedyną odpowiedzią na majla z pytaniami o losy kościółka na górze, skierowanymi na adres pana Ryszarda Choroszego „skarbnika” Misji Faraon, było po pierwsze odesłanie do pana dra Limisiewicza, następnie pytanie, kogo „reprezentuję”). Od MIsji Faraon czy Projektu Cheops biegną kolejne powiązania do kolejnych obskurancko-sekciarskich organizacji: Fundacja Wspierania Badań Archeologicznych Dar Światowida, fundacja THE MYSTRIES OF THE WORLD, związana z tą samą panią Łobos i panią Barbara Choroszy.

Zdumiewające jest to, że osoby tak poważne jak wyżej wspomniani panowie, reprezentujący niemniej poważne instytucje, zdecydowali się na realizację pomysłów po pierwsze pachnących bardzo mocno sekciarstwem („Misja Faraon” stawia sobie za cel ni mniej ni więcej jak „ratowanie Ziemi”), po drugie zdecydowali się pójść za intuicjami znanego w pewnych kręgach medium – pani Lucyny Łobos z Wrocławia, która w swoim jasnowidzeniu wskazywała na „skarb historyczny„ ukryty w podziemiach Kościółka i to od czasów Bolesława Chrobrego.

W trakcie prac nie odkryto praktycznie niczego, poza tym, co było do odkrycia bardzo przewidywalne. A zatem hipotetyczne fragmenty podziemi dawnego zamku ślężańskiego lub tez nieokreślone fragmenty architektoniczne (prawdopodobnie są to fundamenty osiemnastowiecznej świątyni). Wykonano we wnętrzu Kościółka wykopy sięgające trzech metrów pod posadzkę w głąb ziemi, główny ołtarz podparto długimi drągami, udzielono kilka wywiadów, zorganizowano wspomnianą wyżej sesję, po czym prace się zakończyły.

Jak poinformował moją uczennicę pan Limisiewicz, wspomniany główny sponsor – czyli tajemniczy „pan Sakowicz” z Chcago działający w ramach Projektu Cheops wycofał się z finansowania dalszych etapów prac. Czyli ze sporządzenia betonowego stropu, który oddzielał by kościółek od wykopanej dziury w ziemi oraz zrobienia przejścia od „dołu” do powstałej w ten sposób piwnicy. Reakcja „pana Sakowicza” wydaje mi się dość zrozumiała: nie ma skarbu, stąd nie ma dalszych prac. Ksiądz Zając i pan Limisiewicz zostali prawdopodobnie oszukani przez cwanych sekciarzy z projektu Cheopsa, natomiast wyjątkowo przykre jest to, że pozostała dziura w kościele, która przyczynić się może do jego upadku w sensie dosłownym; zagrożone są – jak mniemam – fundamenty świątyni stojącej wszak w bardzo trudnym terenie, wystawionej na działanie czynników atmosferycznych. Innymi słowy: to, czego nie zdołał zrealizować obłąkany Benkowitz dokonać się może za sprawą żywiołów i obłędnych sugestii pani Łobos działającej we współpracy z podejrzanymi sekciarzami z „Projektu Cheops”. Powstaje zatem pytanie: co lub kto może uratować świątynię?

Konieczne jest przede wszystkim pozyskanie funduszy na naprawienie szkód powstałych w trakcie badań archeologicznych lub (jak kto woli) poszukiwania skarbu. Jest oczywiste, że fundusze te winien organizować zarówno właściciel kościółka – czyli Wyższe Seminarium Duchowne (Papieski Fakultet Teologiczny) jak i władze konserwatorskie. Istnieje tu jednak kilka „ale”. Nie wiem mianowicie, na ile te szacowne Instytucje zdają sobie w odpowiednim zakresie sprawę z historycznego i aktualnego znaczenia Kościółka. Kilka zatem słów przypomnienia. Swiątynia ta związana była z kultem Najświętszej Panny Marii, a jej budowniczym (być może także fundatorem) był opat Kanoników Regularnych, ksiądz Johannes Sievert, którego epitafium wykonane z szarego śląskiego marmuru znajduje się do dziś u drzwi zakrystii kościoła Najświętszej Marii na Piasku we Wrocławiu. Epitafium to zdobił widok masywu Slęży – dziś brak tam tego elementu. Poświęcenie Kościółka odbyło się 2 lipca 1702 roku, w dniu Nawiedzenia NMP, o czym informuje zachowana tablica przy bocznym portalu. Kościół był świątynią pielgrzymkową, natomiast cała góra i szlaki na nią wiodące miały charakter sakralny: poświęcone były radościom i boleściom NMP. W roku 1810 nastąpiła w Prusach sekularyzacja (upaństwowienie) majątków kościelnych, kościółek górski stał się zatem filią parafialnego kościoła w Górce (mieszczącego się wówczas w góreckim zamku). Właścicielem szczytu zostało natomiast państwo. W nocy z 4 na 5 czerwca 1834 roku pierwotny kościółek spłonął od uderzenia pioruna. Na jego odbudowę, a właściwie budowę w nowym kształcie trzeba było czekać siedemnaście lat. Inicjatywę budowy poparł zarówno nadprezydent prowincji śląskiej jak i wielki książę Kościoła – kardynał Melchior von Diepenbrock. 13 lutego 1851 roku wystosowali oni odezwę do Ślązaków, aby złożyli się na odbudowę świątyni. Ofiarność ludzka była duża, jednak w obliczu nadal istniejących braków kardynał Diepenbrock zdecydował się na współfinansowanie budowy z własnych funduszów. Roboty – mimo ogromnych trudności – postępowały żwawo, stąd poświęcenie kościoła odbyło się 15 sierpnia 1852 roku.

I tu mamy już pierwszą wskazówkę, co można by konkretnie zrobić dla ratowania kościółka na Slęży. Mianowicie Kościół mógłby odwołać się do ofiarności śląskich wiernych, a ci nie poskąpią z pewnością grosza na odbudowę świątyni. Szczere wyjaśnienie tego, co się stało z kościółkiem, prawidłowa ocena jego stanu, szczere przedstawienie środków zaradczych uratują tę świątynię. Nie jestem pewien, czy trzeba aż budować nowy strop i udostępniać wykopane (nie istniejące wszak uprzednio!!) podziemia. Należało by chyba doprowadzić świątynię do stanu pierwotnego, zrekonstruować posadzkę (niestety, fragmenty osiemnastowiecznej posadzki z piaskowca zostały zniszczone i leżą na kupie w pobliżu świątyni) oraz przywrócić kościołowi funkcję Domu Bożego.

Ale nie tylko wspomniane wyżej elementy historyczne wyczerpują znaczenie i rangę kościółka górskiego na Ślęży. W tym momencie chciałbym zabrać głos nie jako badacz dziejów kultury regionu ślężańskiego, ale jako mieszkaniec Sobótki-Górki, członek rzymsko-katolickiej parafii przy kościele pod wezwaniem Serca Jezusowego w Górce. Przez lata kościółek na Ślęży był filią naszej parafii. Dzięki staraniom proboszczów – księży Stanisława Wlazły i Stefana Ciupy kościół wielokrotnie remontowano, w latach osiemdziesiątych odbywały się tam regularne msze dla turystów, poczynając każdorazowo od Zielonych Świąt. Kościół był zatem żywą świątynią, godną tego, by przypomnieć przykładowo jej rolę w dniach stanu wojennego. Przed kilkoma laty została ona przejęta przez Papieski Fakultet Teologiczny we Wrocławiu. Poczyniono zasadnicze prace remontowe: wzmocniono wieżę kościoła, położono nowy solidny dach, wykonywano naprawy, związane np. z osuwaniem się kamiennej skarpy okalającej kościół. Troską otaczano też elementy znajdujące się w okolicy kościółka: np. zwalony przez wandali misyjny krzyż drewniany z lat dwudziestych zastąpiono (ufundowanym przez ślężańskich leśników) krzyżem na solidnym granitowym cokole na krawędzi północnej platformy widokowej. Katastrofa nastąpiła w roku 2004, kiedy rozpoczęto badania archeologiczne (lub: poszukiwanie skarbu), z opisanym wyżej skutkiem.

Skoro kościółek ma tak duże znaczenie dla okolicznej ludności, dla turystów, a także dla wydarzeń historycznych związanych z najnowszymi dziejami, należało by zadbać także o pomoc państwową w jego odbudowie. Kluczową rolę odegrać może tu pan Andrzej Kubik, Wojewódzki Konserwator Zabytków we Wrocławiu, a mianowicie przez wpisanie kościółka do rejestru zabytków, co umożliwi starania o uzyskanie dotacji państwowych. O ile sam szczyt Ślęży jest w rejestrze zabytków, o tyle kościółek już nie. Jak poinformował mnie pan dr Limisiewicz wypełnił on już i przedłożył Konserwatorowi tzw. białą kartę, w tej chwili pracuje nad odpowiednim wnioskiem. Jednak taki wniosek – zgodnie z informacją uzyskana od pana Kubika – winien złożyć właściciel kościółka, czyli Papieski Fakultet Teologiczny, w osobie księdza Tomasza Zająca, dyrektora ekonomicznego tej instytucji. Kroki te powinny być uczynione jak najszybciej, aby można było przystąpić do uratowania zabytku, o którego losach i stanie tylko nieliczni z tysięcy turystów odwiedzających szczyt Ślęży mają niejakie pojęcie. Oby stało się to jak najszybciej.

Informacje na temat historii kościółka zaczerpnąłem z publikacji: Moritz Sadebeck: Góra Slęża i jej okolice. Przełożyła i wstępem opatrzyła Joanna Smereka. Wrocław: Atut 2008. (Seria Biblioteka Slężańska. T. 2. Pod red. Wojciecha Kunickiego i Joanny Smereki).

AUTOR: WOJCIECH KUNICKI http://wojciechkunic...a-slezy_29.html

Komentarz:

To jakaś tragifarsa rodem z jakiegoś państwa bananowego. Każda polemika w tej konkretnej sprawie to kompletna strata czasu. Osoba, która bierze udział w tak niepewnym „przedsięwzięciu” liczyć się musi z opinią osób z zewnątrz i nie dziwię się, że panu Kunickiemu puściły nerwy. Nie wiem, być może zobaczył to cudo:




Mariusz Fryckowski "Wbrew wszystkim i wszystkiemu"


hahahaha świetny artykól !!! .Ja także kiedy zaczynają mówoć o boskiej woli i nadprzyrodzonych siłach z kosmosu to ze śmiechu łapię się za brzuch ,ale na poważnie nie powinien pan się dziwć takim sytuacją to jest normalne w każdym społeczeństwie i zawsze znajdzie się jakaś grupa ludzi ktura twierdzi że zagłada jest blisko i nie uchronna tak to już jest i nic na to nie poradzimy ,a ludzie powinni kierować się zdrowym rozzsądkiem i własną intuicją . A teraz co do tak zwanych zagrożeń ,,,owszem one istnieją !!!! zawsze istniały ,a świadczy o tym 3 krotne wielkie wymieranie gatunków na ziemi i tego nie należy lekceważyć . I to by było na tyle w tym temacie ,pozdrawiam :rolleyes:

#26 RysiekINFRA

RysiekINFRA

    Administrator Forum INFRA

  • ROOT Admin
  • 4 444 postów

Napisano 03 lipca 2010 - 06:11