Skocz do zawartości


- - - - -

Wizje końca świata


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1 Guest_Grzegorz Tarczyński_*

Guest_Grzegorz Tarczyński_*
  • Goście

Napisano 01 grudnia 2009 - 20:16

Jerry Falwell, zmarły w 2007 roku amerykański ultrakonserwatywny kaznodzieja, uważał, że żyjemy w czasach ostatecznych. Rok przed swoją śmiercią ogłosił na antenie CNN, że obecny konflikt na Bliskim Wschodzie to zapowiedź apokalipsy. W 1999 roku tłumaczył, że Antychryst zapewne już się urodził, i że najprawdopodobniej jest Żydem płci męskiej.

Falwell stanowczo odrzucił wszelkie oskarżenia o antysemityzm: tak po prostu wynikać miało z Biblii. Przeczytaj, jak koniec świata widzi chrześcijaństwo i inne religie.

Chrześcijaństwo ma swoją Apokalipsę Św. Jana, wizję bardzo mroczną i tajemniczą. Tak tajemniczą, że nie jesteśmy pewni choćby tego, kto ją napisał. Wiadomo tyle, że autor miał na imię Jan, i że w czasie pisania księgi przebywał na greckiej wyspie Patmos. W sytuacji jednak, gdy wielu podważa fakt, że apostoł Jan był tą samą osobą, co ewangelista Jan, tym trudniej założyć, że "Jan od Apokalipsy" był tożsamy z którymś z nich. Niektórzy badacze sądzą, że ewangelistów było kilku.

Apokalipsa

Teologowie nie do końca zgadzają się w interpretacjach strasznie zagmatwanej symboliki księgi, a niektórzy sugerują wręcz, że w Biblii nie powinno być dla niej miejsca. O co chodzi w Apokalipsie?


"Bestia wychodząca z morza" na dawnej ilustracji

Ano, Jan z Patmos twierdzi, że widział Boga zasiadającego na tronie w otoczeniu oddających mu cześć starców na dwudziestu czterech tronach. Ujrzał także księgę z siedmioma pieczęciami. Po złamaniu czterech pieczęci pojawiają się czterej jeźdźcy apokalipsy - Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć, przy czym jeśli pierwszy z nich - Wojna - czasem utożsamiany jest z samym Chrystusem, to ostatniemu z jeźdźców - Śmierci - towarzyszy Chaos, czyli Piekło. Robi się nieprzyjemnie.

Po złamaniu siódmej , ostatniej pieczęci przez Baranka rozbrzmiało siedem trąb, a co która trąba zatrąbi - to tragedia dotyka ziemię (między innymi spadająca gwiazda - którą jedni utożsamiają ze zagrażającą Ziemi kometą, a inni - z katastrofą w Czarnobylu, ponieważ imię gwiazdy brzmi "Piołun", a takie same jest znaczenie słowa "czernobyl").

A gdy wybrzmiała siódma trąba - zaczęło się na poważnie. Rozgorzała walka między dobrem (Niewiasta, archanioł Michał i Baranek i zastępy anielskie) a złem (Smok, Bestia i jeszcze jedna Bestia, tym razem o numerze 666 - fałszywy prorok, a także upadli aniołowie). Szala zwycięstwa przechyla się - jak w dobrym dramacie - raz na jedną, raz na drugą stronę - tyle tylko, że zmagania trudno śledzić, ponieważ historia jest tak zagmatwana i ubrana w symbolikę, że prawie zupełnie niezrozumiała. W końcu jednak następuje Paruzja - drugie przyjście Chrystusa, pada zły Babilon i nadchodzi królestwo "Niebiańskiego Jeruzalem".

Skąd Armageddon?


Ruiny twierdzy na wzgórzu Megiddo

Ta ostateczna wojna dobra ze złem ma mieć miejsce w okolicy wzgórza zwanego obecnie po hebrajsku Megiddo, a które do świadomości ludzkości przeszło jako Har-Magedon, albo Armagedon. W okolicy góry tej stoczono bowiem w starożytnym Izraelu tyle bitew, że sama jego nazwa stała się bitwy synonimem. A później powstaną ciałem umarli, nastąpi Sąd Ostateczny (okraszony efektami specjalnymi typu różnorakie kataklizmy) i wszystko ma się zacząć od początku - tylko o wiele lepiej. Powstanie nowa Ziemia i nowe Niebo.

Tak więc - według tych, którzy wierzą w Apokalipsę - skończy się świat, który znamy. Dodajmy jedynie, że opowieść o Apokalipsie to - mimo, że najważniejsza, to jednak jedynie część chrześcijańskiej eschatologii.

Kiedy nastąpi koniec świata? Zapowiedziane w "Apokalipsie" 1000 lat millenaryści mnożą, dzielą, to tu, to tam przykładają i nic konkretnego z tego nie wychodzi, tym bardziej, że w tysięcznym roku po Chrystusie (w tych krajach Europy, w których liczono lata w ten właśnie sposób) spodziewana przez chrześcijan apokalipsa nie nadeszła, choć - w zasadzie - powinna.

Wielu badaczy Nowego Testamentu zauważa, że zawiedziony był sam Jezus, głosił bowiem, że on sami i jemu współcześni żyją w "Dniach Ostatnich", i zapowiadał apokalipsę w ciągu swojego życia. W tym kontekście słowa "ojcze, czemuś mnie opuścił" oznaczają, że Jezus spodziewał się, że jego nadchodząca śmierć spowoduje koniec świata.

Mormoni

Mormoni twierdzą, że nie ma co się zbytnio na Ziemi rozgaszczać, bo Armageddonu tylko patrzeć. Żyjemy w czasach ostatecznych, i w związku z tym - by wszyscy wartościowi ludzie dostali się do mormońskiego nieba - mormoni zaocznie chrzczą tych, którzy nie doznali łaski mormońskiej wiary (w tym papieża Jana Pawła II, wszystkich prezydentów USA, Krzysztofa Kolumba etc.). Jak będzie według nich wyglądał koniec świata? Słońce i Księżyc zgasną, na świecie zapanuje chaos, wojna i zniszczenie, w Jeruzalem (które stanie się potężne, jak nigdy) tłumy będą mordował proroków, a ci prorocy, jak wańki-wstańki - zmartwychwstawać będą. I tak w kółko. Bóg wytnie w pień grzeszników, aż w końcu ciemności zakryją ziemię i tyle.

Świadkowie Jehowy

Podobnie widzą sprawę Świadkowie Jehowy: czasy są ostateczne. W 1914 roku (tak wyliczono) Jezus Chrystus został koronowany w Niebie, i w związku z tym Szatan musiał przenieść się na Ziemię. To zatem, co wyrabia się na naszej planecie od początku I wojny światowej, to jego sprawka. Za jakiś czas jednak nastąpi Armageddon, i Jezus zostanie również królem ziemskim. Utworzony zostanie formalny rząd z siedzibą w Niebie, któremu przewodził będzie Jezus, a jego członkami będzie 144 000 sprawiedliwych. Po tysiącu lat jego rządów, podczas których zapanuje na Ziemi pokój, dobrobyt, duch współpracy i atmosfera wzajemnego zrozumienia, znikną choroby i inne paskudztwa, Chrystus odda ster z powrotem Bogu.


Świadkowie Jehowy ocaleni z Zagłady mają żyć w nowym, "oczyszczonym" świecie

W zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej Świadków Jehowy "Strażnicy" (www.watchtower.org ) artykule pt. "Dokąd zmierza TEN ŚWIAT" (tak w oryginale), autorzy zauważają, że "w Biblii już setki lat temu zapowiedziano obecny upadek moralny". Po 1914 roku, który "rzeczywiście był przełomowy" ma nastąpić kolejny koniec świata. Kolejny, bo, jak pamiętamy, swego czasu Noe wywiózł już parę osób spod efektów boskiego gniewu, więc także i teraz "wierni słudzy boży" zostaną uratowani. Niegodziwi jednak nie przeżyją i nie wezmą udziału w życiu w "oczyszczonej rajskiej ziemi".

Milleryści i wielkie rozczarowanie

Grupą religijną, która wyznaje rychłe przyjście Jezusa Chrystusa na Ziemię są adwentyści. Wierzą oni, że czasy są ostateczne, Sądu Ostatecznego tylko czekać. Adwentyści przygotowują się więc do życia wiecznego, mimo, że w połowie XIX w. nastąpiło coś, co wystawiło ich wiarę na dużą próbę.

Pastor William Miller wyliczył, badając Pismo Święte, że Chrystus pojawi się na ziemi w październiku 1844 roku. Ponad 100 000 wiernych podążyło za słowami Millera, wielu sprzedało lub rozdało swój majątek, koncentrując się na modłach i żałowaniu za grzechy.

W październiku jednak nic się nie wydarzyło. Wielu wściekłych wiernych wróciło - jakbyśmy teraz powiedzieli - "do reala". Inni nadal chcieli wierzyć: zaczęli korygować obliczenia. W końcu podzielili się na kilka wspólnot adwentystycznych, które działają do tej pory.

Islam

W islamskiej wizji końca świata ważną rolę odgrywa również Jezus Chrystus, który - jako Isa Ibn Mariam - jest przez tę religię uważany za proroka (choć nie za syna bożego. Kolejna różnica: według muzułmanów Jezus nie został ukrzyżowany, a po prostu wniebowstąpił). Prorok Isa w każdym razie będzie jedną z trzech osób, króre pojawią się na Ziemi w jej ostatnich dniach; oprócz niego na świecie działać będą zbawiciel świata - Mahdi oraz Dadżdżal, fałszywy prorok, symbol zła. Pośród muzułmańskich teologów nie ma zgody, jak dokładnie przebiegały będą islamskie "dni ostateczne", ale wielu wiernych uważa, że Jezus i Mahdi zjednoczą się we wspólnej walce z Dadżdżalem. Oprócz tego będzie całkiem standardowo: przy dźwięku niebiańskich trąb ziemia zacznie pękać w potężnym trzęsieniu ziemi, Słońce zniszczy Księżyc, a następnie samo zgaśnie. W tych niesprzyjających warunkach odbędzie się Sąd Ostateczny wszystkich ludzi, którzy zmartwychwstaną (Al-Kijama, Qijama).

Według autorów strony "One-islam.org ", wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że cały ambaras zacznie się lada chwila. Czasy końca mają bowiem zwiastować takie znaki, jak wojny na całym świecie, epidemie, a także niepokoje w mateczniku wszystkich trzech monoteizmów - Bliskim Wschodzie.

Judaizm

Judaizm, trzecia z wielkich monoteistycznych religii, zakłada, że koniec świata nadejdzie, gdy zbawiciel świata - mesjasz - zetrze się z armiami Goga i Magoga.

Nie wiadomo, o co dokładnie chodzi z Gogiem i Magogiem. W tradycji wszystkich monoteizmów raz występują oni jako wodzowie armii, które rozbija w puch i pył zbawiciel, innym razem chodzi o Goga, władcę kraju Magog, jeszcze kiedy indziej Gog i Magog to dwa narody, które zostały zwiedzione przez szatana. Niezależnie od wszystkiego Gog i Magog nie symbolizują niczego przyjemnego. Po tym jednak, jak zostaną pokonani - na ziemi zapanuje nowy, boski porządek - "Olam-Ha-Ba", w którym nawet drapieżne zwierzęta opamiętają się i przerzucą na wegetarianizm ("Lew też jak wół będzie jadał słomę - czytamy w Księdze Izajasza").

Judaizm jednak nie zaleca zbytniego interesowania się tym, co będzie po "końcu dni". Po co. W końcu, jak głosi Księga Amosa, dzień Pański jest "ciemnością, a nie światłem".

Raz po raz pojawiali się w środowiskach żydowskich "mesjasze", którzy głosili rychły koniec świata. Mojżesz z Krety, żyjący w V wieku n.e. ogłosił na przykład, że przeprowadzi Żydów z tej wyspy po Palestyny suchą stopą. Wierni ruszyli w morze. Niektórzy na czas opamiętali się i wrócili na Kretę, jednak wielu się potopiło; w tym - bardzo możliwe - i sam Mojżesz, ponieważ nikt nigdy go już nie zobaczył.

Hinduzim

Kalijuga to okres w którym żyjemy. To najmniej przyjemna część większej całości - mahajugi, całości czasu, w którym istnieje świat. Podział hinduski przypomina znany z greckiej mitologii podział na wiek złoty, srebrny, brązowy i żelazny.

Przed kalijugą było znacznie weselej: podczas satjajugi na świecie panował pokój i pobożność, i wszyscy cieszyli się zmysłowymi przyjemnościami. Podczas trwania kolejnego okresu, tretajugi, sprawy zaczęły się trochę paskudzić, ale nadal było na świecie było całkiem znośnie. W dwaparajudze nastąpił ogólny upadek obyczajów i zaczęło być na ziemi mało ciekawie, ale i tak, w porównaniu z naszymi czasami - kalijugą właśnie - było całkiem w porządku.

Ten nasz mało fajny okres zakończy ostatnia awatara (wcielenie) boga Wisznu - Kalkin. Wisznu pod postacią Kalkina (często przedstawianego jako jeździec na białym koniu) zaprowadzi na ziemi nowy złoty wiek. Wszystko zacznie się więc od początku i świat nigdy się nie skończy.

Zmierzch bogów

Pewnego roku zima nie ustąpi miejsca wiośnie, latu ani jesieni: mróz i śnieg skują ziemię na trzy lata. A potem - według nordyckiej mitologii - nastąpi Ragnaroek, Goetterdammerung, zmierzch bogów.

Nastąpi on wtedy, kiedy Loki - skandynawski bóg śmierci i morderca Baldura, boga piękna - wyzwoli się z uwięzienia. Dwa gigantyczne wilki - Skoll (w niektórych wersjach Fenrir, syn Lokiego) i Hati - pożrą Słońce i Księżyc. Midgard - świat, w którym żyją ludzie - najpierw zostanie skuty lodem, a następnie oblany jadem Jormunganda - kolejnego syna Lokiego, węża tak ogromnego, że oplata cały ludzki świat. Zabije go dopiero bóg Thor, lecz zwycięstwem się nie nacieszy: umrze od wężowego jadu.

Źle skończy również Odyn, najwyższy nordycki bóg - pożre go syn Lokiego - wilk Fenrir, którego z kolei rozszarpie na kawałki Widar, syn Odyna. Wszyscy właściwie bogowie skończą źle, łącznie z armią zmagających się ze sobą olbrzymów Lokiego i wojowników z Walhalli - świat bowiem podpalony zostanie przez Surtra, olbrzyma z płonącym mieczem, który skończy całą imprezę. Drzewo życia, Yggdrasil, na którym rozmieszczone są wszystkie światy, zalane zostanie przez wody. Gdy te opadną - okaże się, że z kataklizmu przetrwało jedynie wzgórze Gimle, część Asgardu, krainy bogów. Będzie w nim rządził zmartwychwstały Baldur, bóg piękna. I będzie tak pięknie i rozkosznie, że doprawdy nie wiadomo, czy spodoba się to dzielnym wojownikom z Walhalli, którzy w owych wikińskich zaświatach dzielili czas między pranie się toporami a balangowanie co wieczór i zjadanie non-stop tego samego dzika, który co wieczór zmartwychwstawał i pozwalał się ponownie położyć na półmisku.

Bez wyraźnego końca

Słowianie - jak twierdzi np. prof. Maciej Salamon - prawdopodobnie nie mieli w swojej mitologii rozwiniętej eschatologii - czyli wierzeń na temat rzeczy ostatecznych. Dotyczyło to zarówno słowiańskiej wizji zaświatów, jak i końca świata. Znaleźć można jedynie pojedyncze wzmianki o ptaku, który ma zakrzyczeć w dzień końca świata, czy o Podobnie starożytni Grecy: możemy jedynie wnioskować, że grecki świat miał się skończyć wraz z końcem panowania Zeusa: tak, jak on niegdyś swego ojca - Kronosa, tak jego miał pokonać jego własny syn, którego miał spłodzić z nereidą Tetydą. To właśnie ona była matką Achillesa, którego - trzymając za piętę - zanurzyła w Styksie by uczynić nieśmiertelnym. Jak się cała sprawa skończyła - wszyscy pamiętamy.

Żródło

#2 Lilith

Lilith

    Zaangażowany Infranin

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 376 postów

Napisano 02 grudnia 2009 - 12:29

Problem z końcem świata jest taki ,że niejednokrotnie się już go spodziewano i jakoś nigdy nie nadszedł.Myślę ,że tyle się o nim mówi i pisze bo ludzie tak naprawdę oczekują zmian w swoim życiu ,oczywiście nikt nie chce zarazy głodu i wojny i innej makabry.Jednakże zrobiło się chyba tak ,że coraz wyraźniej dostrzegamy bezsens życia jakie prowadzimy,nie bardzo wiedząc jak przerwać ten zaklęty krąg oczekujemy zmian, które nadejdą z zewnątrz.
A co jeżeli faktycznie żyjemy w czasach ostatecznych! Może już ostatni dzwonek na realizacje swoich marzeń ;)