Skocz do zawartości


Zdjęcie
* * * * * 2 głosy

Xibalba


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
6 odpowiedzi w tym temacie

#1 ADAX

ADAX

    The King of Madness

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1462 postów
  • GG: --> 11253349 <--

Napisano 17 maj 2010 - 22:36

Niniejsze opowiadanie realizowane jest ze wspólnych środków myślowych. Udostępnianie i przekazywanie fragmentów po za to forum jest czynem haniebnym i złym. Więc nie myśl o tym o czym myślisz. A jeśli skopiujesz to Cię dopadniemy.

Xibalba

Dołączona grafika


Akcja opowieści rozgrywa się między rokiem 2011 a rokiem 2066.

Rok 2049, 4 lipca. Teraźniejszość.

Kwatera główna Tajnej Organizacji "Sierp".


Vardamir, Darth_Luk oraz Adax zebrali się w sali posiedzeń. Vardamir podszedł do trzech tronów. Darth_Luk oraz Adax wstali powoli. Adax schował ręce za siebie, po czym posłał słowa w kierunku podopiecznego Doktora:

-Hmm teraz kiedy, nasze imperium jest ogromne, a nasi wrogowie uciekają w popłochu, możesz poznać odpowiedzi na pytania, jesteś już gotowy, drogi Vardamirze.

Po tych słowach nastała krótka cisza, w której bardzo uważnie i z zaciekawieniem Luk spoglądał w kierunku czerwonych róż, które mu przypominały o wszystkich wyborach jakich musiał dokonać by osiągnąć cel, cel od którego zależały losy rasy ludzkiej wiedział, że nikt nie będzie mu gratulował, lecz skarzą go na potępienie ustawią go na równi z takimi potworami jak mengelle albo stalin, ale ktoś musiał iść tą drogą.


-Hmm ...
Ja kiedyś do niego przybyłem z prośbą o pomoc - Kontynuował Adax
miałem plan, dziki i podstępny plan, dziki i podstępny tak jak moja dusza...

Znów się zamyślił, tak jak by cofał się w czasie.


-...Jako młody chłopak nie byłem zachwycony stanem naszego dawnego kraju. Chciałem coś zmienić, jednak bez pieniędzy było to nie możliwe. Ale los dał mi szansę, wygrałem 20 milionów w lotto. W tedy plan, plan przejęcia władzy był na wyciągnięcie ręki. Lecz co miałem zrobić sam, co miałem osiągnąć ? Potrzebowałem ludzi, zaufanych, i szalonych jak ja. Na myśl od razu nasunął mi się Darth_Luk. Nie czekałem długo, wsiadłem na motor i pojechałem do jego domu. Gdy go zobaczyłem wiedziałem, że wszystko idzie po dobrej myśli. Później zebraliśmy ekipę, obrabowaliśmy kilkanaście banków na całym świecie. Mieliśmy wystarczające fundusze, aby fundamenty naszego imperium mogły być solidne.

Vardamir słuchał z zaciekawieniem, lecz nie przerywał. Adax po chwili zamysłu kontynuował dalej.

- Dostanie się do rządu było kwestią sumy. Hah, co to były za pieniądze, śmieszne marne grosze. Marne, jednak wystarczyły. Później znana afera z hazardem oraz domami rozpusty i powikłanie w to wszystko najważniejszych osób w państwie. Następnie sfałszowane wybory prezydenckie, wygrał nasz kozioł ofiarny. Nikt nie spodziewał się, że nowo wybrany prezydent popełni morderstwo, zastrzeli bowiem największego bankiera w kraju. Wszystko szło po myśli. Przekupiliśmy tych którzy byli rozsądni, reszta zniknęła w tajemniczych okolicznoścach. Zamach stanu, panika w państwie, no i ja, człowiek pokoju, jedyny człowiek który mógł zapanować nad tym wszystkim. Bez przeciwności, każdy mnie zaakceptował. Obiecałem ludziom dobrobyt, nie kłamałem. Lecz pod tą grubą warstwą dobra rozpoczęła się nowa era, era zła...



Rok 2012, 1 grudnia. Przeszłość.

Gdzieś w Polsce...


-Ehh, dłużej nie możemy się chować w tej chatce z piernika - westchnął Adax

- Chatka ? W sumie tak, willa robi się za ciasna, ale w takim razie co proponujesz ? - zapytał Darth_Luk

- Ja wiem ja wiem !- Wychylił się UFOWORLDNEWS
Może by tak umieścić nasza kwaterę na orbicie okołoziemskiej !?

-Adax: Dobry pomysł lecz, nam przyda się kwatera bliska sercu całego bałaganu.

- Może góry ? - Zaproponował Luk

-Adax: Tak to jest to !, tylko gdzie, które góry ?

-Darth_Luk: Karpaty. To dobre miejsce. Ciche i spokojne, do tego świeże powietrze. A i ciekawscy nie będą mieli czego tam szukać

-Adax: A więc do roboty panowie !











#2 Darth_Luk

Darth_Luk

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 98 postów
  • GG: 1651630

Napisano 17 maj 2010 - 22:37

Doktor Darth Luk:
Przynależność: Tajna organizacja rządowa Sierp
Lokalizacja: Tajny kompleks w którym są leczeni wrogowie państwa.
Wiek: około 30 lat
Rodzina: Adoptowany syn Vardamir, Brat Adax
Charakter: Zły do szpiku kości
Wygląd: Brązowe włosy w artystycznym nieładzie, brązowe oczy, twarz trójkątna.
Wzrost 1,77 metra ubrany w lekarski fartuch który ma na plecach wyszyte Doktor Śmierć, spodnie moro i ciężkie trepy.
Zwierzę: Wilk europejski o imieniu Kiba.
Dziwne zwyczaje: Wypija kielich krwi ofiar do kolacji.
Darth od zawsze był w konflikcie z prawem, do czasu aż do władzy dostali się odpowiedni ludzie, jego niekonwencjonalne metody doprowadziły do tego że utracił licencje doktora. Jest typem szalonego geniusza, który jest gotowy torturować ludzi byleby dostać odpowiedzi na pytania, a jeśli jest rozkaz eliminacji jakiegoś obiektu to nikt nie ma odwagi by mu powiedzieć „Egzekucja ma być szybka” gdyż Luk lubi znęcać się nad ofiarami.


„Odpowiadaj na moje pytania”

W pomieszczeniu o wyglądzie sześciana podstawie 6 na 6 metrów w którego centrum znajduje się metalowy stół do którego przytwierdzono drewniany blat na którym spoczywał nieszczęśnik niewiedzący co zaraz może mu się stać.
- Witam cie obiekcie nr 1, mam nadzieje że jesteś zrelaksowany - powiedział Doktor Darth Luk trzymając w ręce młotek
- Czego chcesz ode mnie? - zapytała osoba był to młody mężczyzna
- To ja będę zadawał tu pytania, a jeśli będziesz grzeczny to ci nic nie zrobię - rzekł Luk z dzikim uśmieszkiem
- A teraz pytanie pierwsze: Dlaczego nie lubisz rządzącego Lidera Adaxa? - zapytał Darth
- Wal się dupku! - wrzeszczał osobnik, po tych słowach doktor złapał go za dłoń i się uśmiechną
- Widzę że twoja dłoń chce zaznać Lekcji Stolarki, albo jak to nazywa mój syn Ekstremalnej Akupunktury - powiedział Doktor przykładając gwóźdź do jednego z palców i uderzył młotkiem wrzask jaki wydał obiekt był jak ryki potępieńców
- Drugie pytanie: Gdzie jest baza Sante Eques? - zapytał Luk
- Nigdy się nie dowiesz - wymamrotał człowiek a z jego oczu płynęły łzy
- Ty chyba lubisz ból - powiedział Darth, by po chwili przebić mu kolejny palec. Wrzask towarzyszący temu był głośny i pełen bólu
- Jaki przyjemny wrzask. Pytanie trzecie: Czy Arek_1973 dowodzi Sante Eques? - powiedział Doktor
- A kim on jest? Nie znam nikogo takiego! - wykrzyczał osobnik, uśmiech Luka mówił sam za siebie
- Widzę że nie wydasz swoich znajomych, zastanawiam się nad tym czy ty czasem nie jesteś masochistą - powiedział Darth po czym wbił mu w dłoń sześć gwoździ, symfonia potępieńczych wrzasków umilała czas Lukowi.
- Zabij mnie, nic ci nie powiem - rzekł cichym łamiącym się głosem
- Zabij? Już wymiękasz a to dopiero osiem gwoździ. W jednej dłoni będzie ich około piętnastu, ale jeśli chcesz to pozbawię cie wzroku i słuchu byś nie musiał patrzeć na swojego oprawcę - odpowiedział mu Doktor po czym wybuchł szatańskim śmiechem
Zgrzyt ciężkich mosiężnych drzwi, mających na celu nie wypuszczanie wrzasków ofiar z pomieszczenia.
- O widzę że twój pacjent jest przybity - powiedział Vardamir
- Jego stan się pogłębiał, nic zrobić nie mogłem - odpowiedział Darth
Pacjent zaczął się wiercić na swoim łożu, rozległ się głuchy dźwięk uderzenia młotkiem o czaszkę.
- Czekaj jeszcze nie skończyliśmy - powiedział Doktor, po czym wbił mu piętnaście gwoździ w prawą dłoń.
Gdy symfonia wrzasków minęła ofiara zaczęła się modlić.
- Lubię tych religijnych - powiedział Vardamir po czym wbił mu skalpel w oko
- Synek. On jest mój, ale wybaczę ci to oko, a teraz otwórz mu szeroko usta - rzekł Darth i chwycił za nożyczki chirurgiczne, po chwili na tackę odłożył język swojej ofiary
- A teraz milcz jakby ci język usunięto - rzucił Darth i się roześmiał, po czym opuścił pomieszczenie - Zagazować pomieszczenie -
- Ojcze co teraz masz zamiar zrobić? - Zapytał Vardamir
- Zdać raport - odpowiedział ozięble

#3 Guest_edith_*

Guest_edith_*
  • Goście

Napisano 17 maj 2010 - 23:06

Zaczyna się krwawo i bezlitośnie... mam nadzieję, że zło nie zatriumfuje, choć bohaterowie są "źli do szpiku kości". :D

#4 Manfredo90

Manfredo90

    Wujek Manfredo od Czatów

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 159 postów

Napisano 21 maj 2010 - 22:10

E..e..e..e.... koniec imprezy.....dowidzenia.... dobro zawsze zwycięża :)

#5 ADAX

ADAX

    The King of Madness

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1462 postów
  • GG: --> 11253349 <--

Napisano 26 maj 2010 - 23:14

Dołączona grafika

"Psycho trop"


czas i miejsce nie znane

-Poproszę jednego hot doga.
-3,50
-ile ?
- 3,50
-ok...
...Czy ja pana przypadkiem nie znam ?
-nie.

-phyy, kurde 3,50 za hot doga, co za zdzierstwo.

W Kasynie miałem nadzieje spotkać się z naszą wtyczką Bynajmniej tam właśnie urywał się jej ślad.
Jak ja nie cierpię takich barów, i te ladacznice w około. Eh, jak bym mógł to bym wysadził to całe plugawe miejsce w powietrze, mam nadzieje, że mają w środku żelki...- Po tych słowach Orson wysiadł z czarnego auta i skierował się w stronę baru o nazwie "CASINO". Tuż przed drzwiami splunął na ziemię, tym gestem zwrócił na siebie uwagę strażnika, który grzecznie kazał mu sp...adać. Orson nie zastanawiając się pokazał źle zachowującemu się panu swój mały i błyszczący nożyk w kształcie krzyża. Pan się roześmiał po czym zza pleców wyjął obrzyna. Orson mruknął coś pod nosem i spytał się czy może wejść. Pan stanowczo zaprzeczył, jednak Orson wyciągnął z kieszeni jeszcze coś, mianowicie trzy stówy. Bramkarz uradowany wpuścił naszego dobroczyńcę i dał mu wejściówkę - O ty mend... - Pan powoli osunął się na ziemię uderzony obuchem w uszy i poszedł spać.

-No nie, co za bajzel, myślałem, że przynajmniej tutaj ktoś będzie normalny. No nic podejdę do barmana
- Sory ale nie widziałeś przypadkiem takiej dziewczyny- Orson wyjmuje zdjęcie i pokazuje Barmanowi
- Nie
- Jesteś pewien ? - Orson podsunął 200 zł pod ręce Barmana
- Eeee, no coś mi świta...
- okej, - Orson daje następne 200 zł
- hmm o, o, chyba tak, chyba ją widziałem...
- A tak, - Orson znów podsuwa banknoty,...-tym razem ze złej przegródki...
- Ej ? człowieku co to ma być ? Dycha ?
- ee może być dycha, a jeśli tak nalegasz to może i być 2 złote- Z ponurym wyrazem twarzy Orson chciał przestraszyć Barmana
- Buahahah ! koleś, spadaj nie takich groźnych frajerów widziałem ...

-W tej chwili w głowie Orsona się zagotowało. Nie miał pomysłu co ma zrobić dalej, był sfrustrowany, a w około było pełno hardcorowych marynarzy, gotowych na niezły fight night. Nagle ku jego zdziwieniu, pewna kobieta pojawiła się na schodach. Popatrzyła się w jego kierunku i palcem zachęcała do pójścia w jej stronę - Ehh, nie, znów to samo... Ale co mi tam, może ona będzie wiedziała gdzie jest ta dziewczyna. Kobieta w czerwonej sukni z bardzo wyrazistym makijażem zaprowadziła Inkwizytora na korytarz, który znajdował się na drugim piętrze.

-Witaj chłopczyku, chcesz poznać najskrytsze sekrety ? - Z seksapilem szeptała do ucha właśnie takie słowa owa kobieta w czerwonym.
- Nie, dzięki.
- Oj, opierasz się ? hmmm lubię takich.
- Spadaj albo zrobię z ciebie czerwony dywan...
- !? Chłopaki brać go !
W tym momencie za drzwi pokojów znajdujących się na korytarzu, wyskoczyły cztery karki.


- Ojejciu - mruknął pod nosem Orson.
- Ha ha mamy go ! - Wykrzyknęły razem wielkie kupy mięśni.
- Taa... jasne- skomentował Inkwizytor
- Zanieście go do pokoju numer 404- nakazała karkom kobieta w czerwonym.

W chwili przekraczania progu drzwi pokoju z numerem 404, Orson dostał w tył głowy czymś metalowym, gdyż w powietrzu było słychać "metaliczny i błyszczący świst".

-po pewnym czasie...-

- eee... - Z trudem wydusił z siebie Inkwizytor jęk. Rozejrzał się po pokoju. "co za tandetna tapeta" - pomyślał, po czym próbował wstać, lecz jak zauważył, był przywiązany do krzesła kablem oporowym.

- musiałem być nie przytomny ze 15 minut, dobrze, że na korytarzu był zegar, teraz wiem ile byłem przytłumiony,
ehh muszę się jakoś wydostać - Nagle usłyszał rozmowę dwóch "gości".

- Ej stary co z nim zrobimy ?
- Nie wiem, mamy go pilnować, żeby się ten no, nie wydostał.
- A jak się wydostanie ?
- no co ty kablem oporowym go związałem.
- Ale Manfredo90 kazał nam go sznurkiem związać
- Noo, ale nie było.
- Aha, no dobra, ja ide po browca. Przynieść ci ?
- Jasne stary !

O matko i córko- Pomyślał Orson, po czym dwoma palcami pogrzebał w kieszeni za paskiem- Jest ! Moja święta woda- Wyjął buteleczkę z żrącym kwasem i kilkoma kroplami przetopił kabel.
-Dobrze, że Doktor dał mi ten kwas. Ciekawe po co mu tyle tego w 20 litrowych beczkach ? Wstał. Otrzepał się, pokiwał głową na lewo i prawo po czym z uśmiechem i złością powiedział:

- Zaraz ja im dam ołowianego browca !- Rozwścieczony Orson wyciągnął dwa srebrne Desert Eaglel z pod skórzanego płaszcza. Podszedł do drzwi i kopniakiem otworzył sobie przejcie, przy czym powalił jednego z wartowników. Obrócił się i przedziurawił dwie puszki piwa, oraz kolejnego mięśniaka. pobiegł, skręcił w lewo postrzelał, tynk latał w koło, trupy też. Podbiegł do pokoju z numerem 407. Wykopał drzwi...

-aaaeee, Przepraszam bardzo nie wiedzą państwo gdzie jest kobieta w czerwonej sukience i wyrazistym makijażu ?
- ee, chyba obok.- odpowiedział pan leżący na łóżku z kobietą.
- Dziękuję.
Orson skierował się do pokoju obok.- Puk Puk jest tam kto !?
<seria z pistoletów>
- Kochanie, jestem w domu ! - Zawołał Orson i otworzył drzwi.
-Oj Orson Orson po co to wszystko. Zawsze musisz wszystko zepsuć. - z uśmiechem powiedziała dziewczyna.
- Kim jesteś ?
- No jak to kim twoim największym koszmarem !!- i w tym samym czasie gdy padały słowa, kobieta zdarła z siebie suknię oraz długie włosy z głowy.
- AAaaaaa ! - krzyknął Orson
- hahah ! nie spodziewałeś się tego ! To ja Natasza Nikojew !
- co to ma być ? Nie nie...
- Co za dzień !! Nie mogłeś, ee mogłaś wybrać sobie lepszego przebrania ?
- Koniec gadania zaraz cię potnę na kawałki ty brudny Hiszpanie !
- hę ? jaki znowu hiszp...-
W tej chwili Orson zaprzestał gadania bowiem Natasza miał w rękach dwie piły łańcuchowe.
- To jakiś sen ...- Wmawiał sobie Orson
- To nie sen, to twój pogrzeb, MUAHAHAHAHA
-Wydawało się że Nikojew ruszał z minuty na minutę, zwężał się a raz poszerzał, Orsonowi zdawało się, że zaczyna wirować w około, wtedy dotarło do niego to, że sklepikarz w budce z hod dogami wyglądał jakoś niebezpiecznie znajomo. Lecz nie było czasu na wspomnienia, bowiem wielki goryl szarżował w jego kierunku coraz energiczniej.
- albo teraz albo nigdy...-
w krótkiej chwili Orson zamknął oczy, wycelował na prost siebie pistolety, położył palce delikatnie na ognistych języczkach srebrnych jaszczurek, które trzymał w swoich rękach, odskoczył do tyłu i...
...ogniste strzały wyplute z ogromną szybkością , coraz to szybciej przedzierały się przez kupę mięsa rozpędzonego do granic możliwości. Nikojew i Orson upadli.
Inkwizytor wstał,podszedł do ciała wydarł z kieszeni Nataszy jakiś dokument i ostatkiem sił wyskoczył przez okno. Powód tego był jasny, wszyscy żołnierze Manfredo90 zbiegali się do pokoju 408.

-ehh, kurde, 2 piętro, boli jak jasna cholera.
- To ty Orson !?
- kto ? co ? Co jest...- Orson stracił przytomność. Ale na szczęście głos który słyszał był prawdziwy i ten głos zawiózł go do bazy organizacji "Sierp"

Użytkownik ADAX edytował ten post 26 maj 2010 - 23:22


#6 Darth_Luk

Darth_Luk

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 98 postów
  • GG: 1651630

Napisano 26 maj 2010 - 23:35

"Gargamel i leczenie"
Rok 3 Ery Zła dzień 74 godzina 0504
Na placu czerwonym stoi czarna furgonetka.
- Kto ku..a wybierał kolor? - zapytał Doktor i spoglądał na Varda
- Na mnie nie patrz, ja jestem niewinny - powiedział Vardamir, który czytał akta celu, po czym podał jego fotografię Darthowi, na której był łysy człowiek z lekkimi mongolskimi rysami twarzy - Czyżby ojciec chciał porwać premiera Rosji? - pomyślał Vard
- Ciekawe kiedy ten łysol będzie tędy przejeżdżał - powiedział Doktor
W furgonie poza tą dwójką znajdowali się jeszcze trzej inkwizytorzy uzbrojeni w karabiny maszynowe M4A1, byli przygotowani na każdą możliwość, gdyż pochodzili z elity, a ich treningi były mordercze, tylko po co Darth był tam potrzebny? Może chciał patrzeć na śmierć ochrony bądź sam chciał zawlec cel do furgonu, w jego psychikę nie da się wniknąć ponieważ postradałbyś zmysły.
Głos z radia ~Słowik do Skowrona: Gargamel zbliża się do was, będzie za jakieś trzy minuty~
~ Tu Skowron: Zrozumiałem~
- Dobra panowie przygotować się - powiedział kierowca
Gdy pierwszy pojazd rządu Federacji rosyjskiej się zbliżał do punktu zero został ostrzelany i unieruchomiony, tak samo jak pozostałe dwa, wychodząca z pojazdów ochrona padała jak muchy, do premiera podszedł doktorek uśmiechną się i powiedział.
- Come with me if you want to live - lecz cel sięgną po pistolet , gdy doktor to zobaczył szybko wbił mu strzykawkę z silnym środkiem zwiotczającym mięśnie.
- A mogło wszystko iść po dobroci, ale musiał grać bohatera. Zabrać go do furgonu i wezwać latającą trumnę - powiedział Luk
Na miejscu po minucie pojawiła się latająca trumna, był to samolot pionowego startu, podczas lotu wytwarzał wokoło siebie coś co wygląda jak chmura, a jego obudowa rozpraszała fale radarowe, bez problemu można załadować do niego furgonetkę lub rosomaka, nazwę dostał po tym jak testy jego pancerza wypadły krytycznie, gdyż zwykły nabój pistoletowy przebił powłokę.
- Potraktuj Gargamela gazem usypiającym - powiedział Darth do Vardamira, który nałożył mu maskę na twarz
- Co mu zrobisz? - zapytał Vard
- Tylko małe pranie mózgu, Adax zabronił go krzywdzić - powiedział Doktor
~ Doktorku, rozmawiałem przed chwilą z Adaxem, po powrocie będziesz musiał się kimś zając ~ powiedział jeden z pilotów, po czym dodał ~ Orsonem ~
- Mam zabić inkwizytora? - zdziwił się Luk - Chrzanić to, na miejscu się dowiem -
Vard uśmiechną się, bo znał Dartha i wiedział że ciekawość zaraz zacznie go powoli kąsać by się dowiedzieć o co chodzi.
Doktor wpatrywał się w Gargamela, ale myślami był gdzieś indziej - o co ku..a może chodzić? - myślał Luk, po czym wstał i skierował się do kabiny pilotów, ubrał słuchawki po czym powiedział.
- Panowie wiecie może o co chodzi z tym Orsonem. Zdradził czy co? - zapytał Doktor
- Podobno nafaszerowano go psychotropami - odpowiedział pilot - zresztą za jakąś godzinę sam się dowiesz -
- Awwwwww - wydał z siebie Luk i wyszedł z kabiny
- Wiedziałem że nie wytrzymasz - powiedział Vardamir
- Oj, zamknij się - odezwał się doktor do swojego podopiecznego - niczego się nie dowiedziałem, brat lubi mnie denerwować podając szczątkowe informacje -
Vardamir uśmiechną się od ucha do ucha.
- Zanim coś powiesz głupiego pamiętaj że lecimy dosyć wysoko nad ziemią, a ja mam środki zwiotczające przy sobie, co mogłoby oznaczać ze pozwolę ci się zapoznać bliżej z ziemią - rzekł doktor
- Widzę że nie lubisz dowcipów. - powiedział Vard po czym wbił wzrok w Gargamela
- Dowcipy lubię, nawet mogę ci opowiedzieć:
Idzie gostek przez pustynię i widzi głowę wystająca z piasku. Głowa łamiącym sie głosem prosi o pomoc:
- Niech pan mnie odsypie, zakopał mnie tu jakiś sadysta...
- Oj niedokładnie, niedokładnie - odparł gostek przysypując głowę. - powiedział Luk
- Czasem mnie przerażasz - odpowiedział Vard, po chwili pojawił się uśmiech sadysty i powiedział grubszym głosem - Dobry dowcip -
Po dłuższej chwili ciszy dotarli na miejsce.
- Gargamela zabrać do Pralki, Vard zajmiesz się tym - powiedział Doktor po czym do niego podbiegł jego wilk - Kiba, dobra psina - powiedział, pogłaskał go po głowie, skierował się do salonu w którym przesiadywał Adax
- O już wróciliście, możesz zająć się Orsonem? - rzekł Lider
- Ku..a, moja wina że nafaszerowano go psychotropami? - zapytał Darth
- Nie ale zawsze możesz się tym zając - odpowiedział Adax
- Dobra, ale trochę pocierpi za to że zajmuje mój cenny czas - powiedział Doktor z szerokim uśmiechem, a następnie wyszedł i skierował się do pomieszczenia gdzie leżał inkwizytor.
Sala była mała na łóżku leżał skrępowany Orson, który gdy zobaczył doktora wydarł się:
- NIE ZAPŁODNISZ MNIE JASZCZURZE!! -
Doktor zamkną za sobą drzwi, podszedł do inkwizytora i przylał mu w twarz.
- To że masz halucynacje to nie znaczy ze masz mnie wnerwiać, chwilę po tym gdy przychodzę pobrać ci krew by dowiedzieć się co ci podali - powiedział Luk i chwycił za strzykawkę na której widok Orson zaczął się wiercić
- NIE UDA CI SIĘ! NIE WSZCZEPISZ MI IMPLANTU! - wydzierał się pacjent
- ehhhh, sam się o to prosisz - wypowiedział Darth po czym przydusił inkwizytora, gdy ten przestał się miotać po łóżku pobrał mu krew i poszedł do laboratorium.
Laboratorium podobno pokazuje umysł człowieka, ale to najczęściej jest kłamstwo gdyż to pomieszczenie było zorganizowane i zabezpieczone przed jakimikolwiek wyciekami trującymi.
Zwyczajny naukowiec nazwałby to miejsce "Rajem na ziemi", Luk je nazywa "Wylęgarnią zarazy".
Dwie laborantki toczyły bardzo ożywioną rozmowę.
- Wczoraj kupiłam sobie nową sukienkę, czerwoną taką obcisłą - powiedziała pierwsza
- Łał, musi być ładna - powiedziała druga
- Ku..a, chyba macie jakieś zajęcia, a nie pier…enie o tym co sobie kupiłyście - powiedział Darth a w jego głosie słychać było grozę przed tym co może się przytrafić człowiekowi który nie robi to za co mu płacą.
Próbki krwi zostały umieszczone w maszynach, a po godzinie wyniki jakie otrzymał Luk zaskoczyły nawet takiego sadystę jakim był on.
- Jak to możliwe że jeszcze żyje - pomyślał Darth patrząc na listę syfu jaki znajdował się w krwiobiegu Orsona
Dawka środków halucynogennych była przeznaczona dla konia, zresztą jak pozostałe środki, wpływające zgubnie na ocenę sytuacji, ale największe zdziwienie wzbudziła Viagra.
- Ci z Sante mają niezłe poczucie humoru - powiedział do siebie Doktor i zabrał z półek kilka fiolek, na jednej z nich widniała trupia czaszka, by chwile po tym pobiec do sali gdzie leżał Orson.
- WYNOCHA KOSMITO! - wrzeszczał inkwizytor
- Co za ciepłe powitanie - wymamrotał Doktor po czym podszedł do pacjenta i wbił mu igłę w żyłę, podał pierwszą fiolkę - ehhh szkoda mi ich ale jak mam cie wyleczyć to cie wyleczę - chwile po tym zaaplikował mu pozostałe.
Po pięciu godzinach Orson odzyskał prawie normalność.
- Pewnie się wygłupiłem, wszystkie objawy wyleczyłeś prawda? - zapytał inkwizytor
- Prawie - powiedział Luk z uśmiechem sadysty znęcającego się nad swoją ofiarą - Viagra po jakimś czasie sama przestanie działać, mógłbym jej się pozbyć, ale tego nie zrobię za to że mnie nazwałeś jaszczurem, do widzenia - powiedział Doktor, by pójść do laboratorium prowadzić badania nad podobnym środkiem odurzającym.

#7 Vardamir

Vardamir

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 60 postów
  • GG: 8931937

Napisano 19 czerwiec 2010 - 12:17

Jako, że czekam na następną część, a Luk nie jest spamerem, zrobię krótką przerwę w postaci komentarza:
ZAJEBISTE :D