Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

Phil Schneider


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 arek

arek

    WETERAN

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2 946 postów

Napisano 26 sierpnia 2011 - 20:22

Wiem że to już było ,ale skoro o kotletach mowa - Phil Schneider :

Może niepotrzebnie ogłosił, że poda koordynaty wszystkich 130-kilku podziemnych baz znajdujących się na terenie Stanów Zjednoczonych? Ale i tak już wcześniej próbowano go uciszyć 13 razy, więc trudno powiedzieć, czy to by wiele zmieniło, gdyby zrezygnował z tego "ostrożnego planu"...

Zżymał się, że politykę w Organizacji Narodów Zjednoczonych w rzeczywistości, w jej tajnej drugiej siedzibie (gdzieś pod wodą) dyktują "wysocy Szarzy" - ang. "tall Greys", chodzi o istoty dosłownie wysokie w sensie fizycznym (niektórzy "mali Szarzy" są rzekomo przyjaźni Ziemianom, a jeszcze inni "mali" to bioroboty "wysokich" - według relacji uprowadzanych można je popychać niczym manekiny, a one nie reagują). "Wysocy Szarzy" doradzają globalistycznym decydentom zmniejszenie populacji o trzy czwarte, a głęboko pod powierzchnią ziemi eksperymentują na ludziach, również na dzieciach - to tam znika milion Amerykanów rocznie, według niejawnych statystyk FBI i CIA (w USA nie ma krajowej bazy danych zaginionych ludzi, są tylko dla zaginionych spinaczy albo np. parasoli). Phil Schneider przez 17 lat pracował w tajnych projektach (ang. "black budget projects"), był inżynierem - geologiem, współwynalazcą obecnie półjawnej (stosowanej w przemyśle) superszybkiej metody drążenia tuneli przy użyciu kombinacji maser-laser; a przede wszystkim był specjalistą od materiałów wybuchowych - zajmował się wysadzaniem skał, całych segmentów na podziemne piętra, co przeprowadza się w sekwencji: detonacje -> cztery dziury -> detonacje -> cały pierścień w poziomie gotowy. Pracował przy budowie 13 podziemnych baz, które oficjalnie po dziś dzień nie istnieją - choć filmy o nich emitowane są już czasem w osiedlowych kablówkach. W 1979 r. w okolicach miejscowości Dulce w stanie Nowy Meksyk stracił trzy palce u dłoni postrzelony pod ziemią przez Szarego, po czym przez ponad 400 dni przebywał w izolatce dla napromieniowanych - promień otworzył go "jak puszkę od konserwy", m.in. spalił płuco i odspawał paznokcie u rąk i nóg; wcześniej na dwóch innych Szarych zdążył wówczas zużyć magazynek pistoletu Walter PPK, który na wszelki wypadek zawsze zabierał ze sobą, gdy spuszczano go w koszu na sam dół nowo powstającego tunelu, aby obejrzał skały po eksplozjach.

Według jego relacji organizmy Szarych wykazują morfologię podobną do roślinnych, w związku z czym osobnika tej rasy trudno zabić jednym strzałem - potrafią biegać z dziurami w korpusie. Gdy na roboczym spotkaniu w drugiej siedzibie ONZ Phil Schneider doznał naocznego olśnienia, że zamiast pomagać światu, tak naprawdę cały czas pracuje dla Szarych - w rozbitych spodkach których nierzadko znajdowano ludzkie kończyny - postanowił odejść z pracy, mimo że już tylko parę lat zostawało mu do emerytury w wysokości miliona dolarów rocznie (w podziemnych bazach płace są czterokrotnie wyższe niż "na powierzchni", z tym że jeśli się rezygnuje, trafia się do więzienia). Początkowo nie pozwolono mu się zwolnić i wyjechać, ale wkrótce potem nie wrócił do bazy z pogrzebu swojego ojca, Oscara Schneidera, który był niemieckim inżynierem, geniuszem (w wieku 14 lat uzyskał tytuł określany przez syna w j.ang. jako "master machinist" i opisywany słowami "z kawałka metalu potrafił wykonać broń albo np. zegarek" - prawdopodobnie chodzi o "mistrza budowy maszyn" lub "magistra maszynoznawstwa", ew. coś w tym stylu), konstruktorem łodzi podwodnych i kapitanem U-boota z ponad setką zatopień, a po dostaniu się do francuskiej niewoli w 1941 r. jeszcze w czasie wojny przeszedł na stronę aliantów i w Niemczech wyznaczono nagrodę miliona dolarów dla tego, kto go zabije; po wojnie Oscar Schneider jeszcze przez wiele lat pracował dla Amerykanów, nie tylko w Pentagonie, zajmując się m.in. marynarzami ocalałymi z "eksperymentu Filadelfia"; to właśnie on też zachęcił później syna do poszukania pracy w "tych tajnych projektach, są bardzo ciekawe".


Phil Schneider potwierdzał zawarcie przez administrację Eisenhowera w 1954 r. paktu z Szarymi znanego jako "Greada Treaty"; według niego rząd USA wie o obcych od roku 1909, kiedy w jaskiniach stanu Nowy Meksyk natknęła się na nich kawaleria ścigająca bandytów - żołnierze uciekli stamtąd galopem, a istoty opisywali później jako "szare demony"; władze Wielkiej Brytanii i Francji rozpoczęły badania nad zjawiskiem ufo w latach dwudziestych XX wieku. Obecnie w ramach sił zbrojnych USA funkcjonują lotne oddziały, które natychmiast zabezpieczają wraki zestrzelonych latających talerzy lub ewentualnie zakopują je na miejscu, gdy mają np. 80 metrów średnicy - bo i takie się zdarzają; Rosjanie wyrzucają uziemione spodki na zagubioną wśród gór pustynię w pobliżu granicy z Mongolią, gdzie na powierzchni kilku boisk futbolowych leżą jeden na drugim. Obecnie aby móc bezpiecznie zbliżyć się do Ziemi na odległość mniejszą niż 250 mil, spodek musi mieć pozwolenie - inaczej zostanie ostrzelany "promieniami cząsteczek" (ang."particle beam weapon") - utrzymywaną w tajemnicy bronią oparta na osiągnięciach Nikoli Tesli.

Według informacji Phila Schneidera, choć zastrzegał że nie zna szczegółów zawartych w notatkach z kontaktów, znajomość Billy'ego Meiera z Plejaranami to sprawa autentyczna, podobnie jak ich konflikt z Szarymi oraz fakt, że nas opuścili. Plejaranie/Plejadianie mają po sześć palców, dwa serca i jedno przerośnięte płuco, poza tym są nieco wyżsi i bardziej muskularni od nas, ale generalnie niewiele się różnią, mają trochę dłuższe uszy, położone nieco niżej i bardziej z przodu, a w sumie najbardziej różnią się tym, że silnie emanuje z nich pozytywna energia, jakaś dobra wibracja, którą się wyraźnie czuje. Wedle wiedzy Phila Schneidera obecnie lata nam nad głowami 11 ras gości z innych planet, przy czym cztery z nich są nam przyjazne, a pozostałe 7 to gorzej niż dranie. Jako inżynier geolog z wykształcenia utrzymywał ponadto, że żadna funkcjonująca współcześnie teoria nie tłumaczy w zadowalająco przekonujący sposób procesów wulkanicznych ani w ogóle istnienia wulkanów.

Choć posiadał paszport, Departament Stanu USA nie pozwalał mu wyjechać do Japonii - gdzie jednak udało mu się dotrzeć okrężną drogą przez Kanadę, a tam na spotkaniu z szefami japońskich korporacji, m.in. Mitsubishi, szczegółowo omówił brak tzw. fali pulsowej (ang.'pulse wave') podczas trzęsienia ziemi w Kobe w 1995 r. - w którego epicentrum znajdował się doszczętnie zniszczony budynek, gdzie prowadzono badania, dzięki którym Japończycy wyprzedzali wówczas Amerykanów w dziedzinie prac nad sztuczną inteligencją (70% japońskich naukowców z tej gałęzi wiedzy mieszkało wtedy w Kobe; naturalne trzęsienia ziemi zawsze poprzedza fala pulsowa i właśnie to zjawisko jest wykorzystywane w systemach wczesnego ostrzegania przed trzęsieniami; na filmie o tamtej katastrofie pokazywanym w naszych kablówkach przez jeden z popularnych kanałów "dokumentalnych" amerykański "ekspert" wypowiadał się z przykrą do oglądania i opisywania miną ostatniego drania: "po trzęsieniu ziemi w Kobe Japończycy zrozumieli, że ich kosztowny system wczesnego ostrzegania się nie sprawdził").

Według wiedzy Phila Schneidera AIDS zostało wynalezione w roku 1972 w laboratorium w Chicago. Dzięki niezwykłym kolegom taty z pracy już jako nastolatek przypadkiem został posiadaczem fragmentu materiału pochodzącego z katastrofy pod Roswell - pod koniec życia woził już to wszystko ze sobą w walizce, żeby nie zginęło z domu, ale po jego śmierci i tak wyparowało z mieszkania, podobnie jak kolekcja zdjęć; nic więcej nie zginęło. Według jego szacunków budżet tajnych wojskowych projektów w USA wynosił wtedy ok. 1.3 - 1.5 biliona dolarów na każde dwa lata, a dużą jego część finansowały wpływy z handlu narkotykami (takich operacji nie można finansować z jawnego budżetu aprobowanego przez Kongres, bo wtedy nie dałoby się utrzymywać tych przedsięwzięć w tajemnicy). Pokazywał fragment jakiejś maszyny, wykopany na Ziemi i datowany na 220 milionów lat - komentując to słowami: "może jednak Daniken miał rację...". Eksplozje bomb jądrowych i termojądrowych na atolu Bikini odbyły się według jego wiedzy w związku z odkryciem tam największej na świecie podwodnej bazy Szarych - na zdjęciach zarejestrowano nawet uciekający spodek; oficjalnie twierdzi się, że ten atol wybrano ze względu na odosobnienie, ale inne wyspy w tamtej okolicy były jeszcze bardziej oddalone i niezamieszkane, podczas gdy akurat stamtąd trzeba było wysiedlić tubylczą społeczność.

Jego przyjacielem był Al Bielek, naukowiec z tzw. "eksperymentu Filadelfia" i "Project Montauk" (właściwie Alfred Białek, wł. Edward Cameron - to on zapowiada go w ostatniej zarejestrowanej prelekcji) - który jeździł pod terytorium USA podziemnymi pociągami łączącymi wszystkie podziemne bazy, osiągającymi prędkość niemal 2 Machów. Inny znajomy mówił mu, że dostali w firmie zamówienie od rządu Stanów Zjednoczonych na 100 000 wagonów do podziemnych pociągów, po 30 par kajdanek w każdym, napis na wagonach: "Transport więźniów ONZ". Phil Schneider zwracał uwagę na przygotowywanie przez amerykańskie władze pod ziemią sporej liczby miejsc dla internowanych, a także na charakterystykę zniszczeń budynku Rządu Federalnego w Oklahoma City po zamachu w 1995 r. - według niego tylko armia USA posiada takie materiały wybuchowe, które powodują wyparowanie kolumn wspornych i ścian nośnych, co więcej znajdują się one tylko w jednej bazie wojskowej - a na tym właśnie się znał, był jednym z czołowych ekspertów na świecie w dziedzinie materiałów wybuchowych, za co otrzymywał bajeczne wynagrodzenie i do samego końca propozycje powrotu do pracy. To samo miał do powiedzenia o zamachu na WTC w 1993 r. i zniszczeniach kolumn na podziemnym parkingu.

Niejawna technologia wojskowa według jego informacji wyprzedza publiczny stan wiedzy o 1200 lat i co roku oddala się o kolejne czterdzieści kilka - co umożliwił transfer technologii od obcych, trwający od połowy XX wieku; choć już w latach 30-tych ukrywano pewne wynalazki, m.in. Tesli (który zresztą miał w zwyczaju oświadczać na zwoływanych specjalnie w tym celu konferencjach prasowych, że pomysły czerpie z ...telepatycznego kontaktu z kosmitami).


Według źródeł Phila Schneidera Szarzy dodają sobie do jedzenia substancje z określonych enzymów pozyskiwanych z ludzkiej krwi - w ostateczności może być krew zwierzęca; kombinują też coś z jakimiś "żniwami dusz" (ang. 'harvesting souls' - nad tym jednak się nie rozwodził). Otwarcie mówił na swoich prelekcjach, że umiera na raka - może dlatego nie wzdragał się przed ujawnianiem różnorakich faktów - choć wszystkiego też chyba nie mówił, nietrudno odnieść takie wrażenie. Dwa miesiące po ostatnim sfilmowanym wykładzie poruszał się już tylko na wózku inwalidzkim - ale nawet kelnerce z baru w pobliżu miejsca zamieszkania mówił, żeby nigdy nie wierzyła, jeśli kiedyś usłyszy, że popełnił samobójstwo. Rzekomo odebrał sobie życie ok. 11 stycznia 1996 r., wiążąc sobie linkę wokół szyi i ciągnąc od tyłu - problem w tym, że gdyby rzeczywiście tak było, to na długo przed wyzionięciem ducha najpierw by zemdlał, a wówczas przestał ciągnąć i oddech powróciłby samoczynnie; poza tym według jego przyjaciół trochę jednak brakowało mu palców u dłoni na takie kombinacje, żeby sobie coś wiązać z tyłu karku. Na swoich odczytach zawsze wspominał, że kilkunastu jego przyjaciół zamordowano, w ośmiu przypadkach pozorując samobójstwa - z czego tylko w jednym wypadku udało się skłonić władze do zmiany wersji. Podobno w ostatnich dniach przed śmiercią widywano przy nim jakąś wysoką blondynkę.


Nie ukrywał, że łamie zobowiązanie do zachowania poufnych informacji w tajemnicy, w związku z czym ryzykuje swoim życiem. Gdy w samoobronie zastrzelił agenta FBI, który go wcześniej postrzelił (pokazywał opatrunek na ranie na jednym z wykładów, który odbył się 16 dni po tym incydencie), udał się w tej sprawie do biura FBI, gdzie usłyszał: "cóż, panie Schneider, takie rzeczy się zdarzają". Po powrocie z Japonii wysłannicy dawnych pracodawców zgłosili się do niego z propozycją, że choć wyrządził szkody nie do oszacowania, jeżeli tylko wróci do pracy - o wszystkim jakoś się zapomni; ale on był zdecydowany już nigdy więcej dla nich nie pracować i wolał kontynuować życie kaczki na strzelnicy, w którym np. zdarzało mu się naliczyć ponad 40 dziur po kulach w swoim samochodzie, po tym jak inny wóz usiłował go zepchnąć z drogi, gdy jechał do innego miasta wygłosić prelekcję.

Niewątpliwie był trochę takim amerykańskim izolacjonistą-prawicowcem, zżymał się np. okrutnie, jeszcze bardziej niż na tych Szarych, że Clinton podpisał przekazanie ONZ 162 samolotów "niewidzialnych dla radaru" wyprodukowanych za pieniądze amerykańskich podatników. Ledwo rok jeździł z tymi wykładami, jak go pochowali - na prelekcjach żartował, że skoro np. baza "Groom Lake" oficjalnie nie istnieje, to chyba niczym nie ryzykuje, mówiąc o niej... Dla wielu ludzi w Stanach i nie tylko jest bohaterem, nagrania jego wykładów są dziś znane na całym świecie.

Często można spotkać się z opinią, że na przykładzie historii Phila Schneidera - która tak naprawdę nabrała rozpędu dopiero po jego śmierci, gdy wszystko jakby zamknęło się w logiczną całość - kręgi, którym zależy na utrzymywaniu tego typu spraw w tajemnicy, przekonały się dotkliwie, że uśmiercając kogoś, robi mu się tylko fenomenalną reklamę, która powiększa jego famę rok za rokiem, tak że można już tylko stać i patrzeć z boku, jak kolejne miliony ludzi zaczynają kojarzyć, kto to był. Obecnie publicznie znane osoby zajmujące się tego kalibru tajemnicami przechodzą na tamten świat w tempie zaledwie jednej na kilka lat - może to też jakby symptom rzekomo zbliżającego się ujawnienia społeczeństwom, że Ziemia nie jest jedyną zamieszkaną planetą i władze wiedzą o tym już na 100% - kto wie, być może z myślą o przyszłości teraz już mało kto pali się do podpisywania wyroków śmierci "w imię bezpieczeństwa państwa"; zresztą to i tak nie było efektywne i ponoć już kilka dekad temu w kręgach rządowych stwierdzono, że w praktyce najlepiej funkcjonuje zasłona śmieszności.

za ukrytesprawy.org.pl

:Cool:
ten text podał również na swojej stronie MM tylko że jak zwykle nie dopisał skąd to wziął
czy w takie teksty można wierzyć ? Jak zwykle trzeba dokładnie przeczytać i skupic się na małych wątkach .W rosji zestrzeliwuje się około 50 spodków i są wywożone gdzieś pod Mongolię - ale jakoś na google maps nikt ich nie odkrył ? itp .
Kolej 2 machy ? to zmienia pojmowanie nazwy "szybka kolej miejska"
takich absurdów jest cała masa
tu kliknij aby zobaczyć wystapienie Phila wersja ang.

więcej na tu kliknij

#2 UFOWORLDNEWS

UFOWORLDNEWS

    Homo Infranius Alfa

  • Moderatorzy globalni
  • 1 543 postów

Napisano 29 sierpnia 2011 - 21:56

A może Phil był kolejnym który wypłynął na fali Z Archiwum X.Łatwo jest mówić o sprawach nieweryfikowalnych tym bardziej , że chyba nikt dokładnie nie zbadał jego przypadku.To takie wróżenie ze szklanej kuli podpisanej ufo folklor.Ja tych sensacji już poważnie nie traktuje... :Cool:

#3 Arek 1973

Arek 1973

    Homo Infranius Alfa

  • Moderatorzy globalni
  • 3 642 postów

Napisano 31 sierpnia 2011 - 06:15

Po przeczytaniu tego tekstu mam wrażenie że człowiek ten lubił dużo gadać a najlepiej jeszcze w światłach reflektorów.
W książce Jana van Helsing są opisane bardzo podobne historie, prawdopodonie nawet że to ta sama opowieść tylko że nie pada nazwisko Schneider, ale Bielek który był przy "projekcie Filadelfia" i inne szczegóły pokrywają się na 100%.
Trudno powiedzieć ile w tym prawdy, oglądałem kiedyś film (dokumentalny?) gdzie były amerykański żołnierz na zebraniu ufologów opowiadał jak strzelali do obcych właśnie w takiej podziemnej bazie. Jeżeli kłamał to robił to tak dobrze że każdy polityk mu pozazdrości

#4 arek

arek

    WETERAN

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2 946 postów

Napisano 31 sierpnia 2011 - 08:08

O ile jestem w stanie uwierzyć we wspólprace usa z kosmitami ,podziemną bazę w strefie 51 i słynne s-4 ,jakieś potzyczki z obcymi wynikające z różnic powiedzmy kultury i obyczajowości ,wszczepianie pamięci zastępczej ,abdukcje to ten gość w swych opowieściach przebija wszystko .
Skoro w samych stanach strąca się kilka spodków miesięczne ,to nie jest mozliwe by tego nikt nie widział .Takich małych niemożliwosci jest wiele chyba zbyt wiele.

#5 arek

arek

    WETERAN

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2 946 postów

Napisano 01 września 2011 - 14:44

Widzisz ,Zagórski po prostu poszedł o krok dalej . Przyjął za pewnik że wiele ras obcych exploruje Ziemię . Część z nich jest dla nas życzliwa inni chcą nas wykorzystać do swoich celów ,podobnie jak My byśmy robili z inną cywilizacją .Najlepszym przykładem było zetkniecie kultur Mezoameryki z Europejczykami - totalne zdziesiątkowanie Indian.
Skoro istnieje spisek jakim jest MJ-12 to kontynuacja tego jest NWO ,a w konsekwencji postawa jaka prezentuje J.Z. Po prostu nie maja juz znaczenia obserwacje ,zdjęcia czy filmy .Po prostu dalej jest ...Forum Wolnych Ludzi . Ciężko znaleźć błąd w takim sposobie odbierania świata.

#6 arek

arek

    WETERAN

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2 946 postów

Napisano 03 września 2011 - 10:32

Po drugie, obcy astronauci mogą nas odwiedzać, ale de facto nie wygąda to na złożony plan. Oczywiście w zbudowaniu jednolitego systemu pozwala wybiórczość lub słuchanie osób takich jak Schneider.

I to własnie te punkty racjonalistyczne które trzymaja mnie z dala od Forum Wolnych Ludzi
potrafie wyjasnic powstawanie smug kondensacyjnych w inny sposób niz trucie społeczeństwa .
Wg. mnie nie ma żadnych dowodów na to ,że grupa MJ-12 przeistoczyła sie w NWO .A rewelacje o podziemnych tunelach wypalanych dezintegrującą mieszanką wybuchową ,między bajki włozę .
Podobnie jak chęci obcych podbicia Ziemi ,po prostu z paleoastronautyki wynika ,że byli tu od zarania naszej cywilizacji a byc moze i wcześniej .Gdyby chcieli wziac Ziemię w posiadanie mogli to zrobic duzo wcześniej.
Sam Zagórski jak sadzę idzie ,świadomie lub nie, w kierunku sekciarskim .Niemniej dużo robi w kierunku popularyzacji informacji o zjawisku UFO.Duzo tez zrobił w temacie archiwizacji spotkań ludzi z tym zjawiskiem .I za to mu chwała .To należy docenic.