Skocz do zawartości


Zdjęcie
- - - - -

Zaburzenia czasowe


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
116 odpowiedzi w tym temacie

#21 arkadjusz

arkadjusz

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 41 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 10:15

[b]
Czy mógłbyś arkadjuszu opisać całość zdarzeń ,łacznie ze wspomnieniem śmierci adwokata ?
Jest to nader interesujace.


Arku, nigdy nie czytałem, ani też nie słyszałem o Kronice Akszy, ale z tego co napisałeś nie zgodziłbym się z ideą tej Kroniki. Nie jestem też żadnym autorytetem w tej dziedzinie, nie mniej jednak w mojej ocenie "wędrówka dusz" polega na przechodzeniu jednej duszy do różnych ciał. Dusza - jako najważniejszy podmiot, czy też element ludzkiej egzystencji ma za zadanie dążenie do doskonałości. To właśnie nasza dusza skłania nas do powrotów. To nasze ponowne przyjście ma na celu uzupełnienie wiedzy czy też głębsze zrozumienie pewnych istotnych faktów - niezbędnych w naszej wędrówce. Dlatego też, przed ponownym przyjściem przeżywamy rachunek sumienia, często definiowany jako "film z całego naszego życia", gdzie kompromitujące zachowania powodują w nas żal i wyrzuty sumienia, skłaniając jednocześnie do ponownego przyjścia. Później tworzymy swoisty plan życia, dzięki któremu nauczymy się i uzupełnimy te braki. Stąd się również bierze deja vu - z naszej niedoskonałości.

"Pamiętam" jak w 1937r. wychodziłem z budynku sądu, przeszedłem na drugą stronę ulicy na chodnik przylegający do szeregu kamienic. Po lewej stronie był z kolei szereg drzew, takich niewielkich do 3 metrów, jak na owe czasy, nienagannie zadbanych. To była końcówka wiosny, późna pora, ja wiem, może godzina 20 albo i dalej, w każdym bądź razie było ciemno. Do domu miałem z 500 metrów.
Nagle usłyszałem kroki za mną. Odwróciłem się, ujrzałem trzech mężczyzn, który szybko założyli mi na głowę jakiś worek. Zaczęli bić. Kopać po całym ciele. Upadłem na zimie. Oni dalej kopali. Miałem połamane żebra. Złamany nos, gdy uszkodzili czaszkę poczułem... słodycz bólu, który uniósł mnie do góry. Widziałem to całe zdarzenie z góry. Bez problemu dzisiaj bym rozpoznał twarze tych ludzi.

Zaczęło się rozpogadzać, ujrzałem jakby lej, tak niedokładnie szyty dobrymi uczynkami, czy myślami (nie wiem jakich słów użyć by dokładnie opisać z czego był zrobiony). Był niesamowicie biały i ciepły, w prześwitach było widać najpiękniejszy błękit jaki w życiu widziałem. W ogarniającym spokoju, opanowaniu i wewnętrznie rozpierającej radości unosiłem się coraz szybciej "w stronę światła" tyle, że to nie było światło, tylko wyjątkowo biała przestrzeń, która wytwarzała ciepło dzięki, któremu unosiłem się, gdy już uniosłem się na odpowiednia wysokość ujrzałem drogi mojego życia. Wszystkie kręte ścieżki połączone w jedną prostą drogę. Wtedy zrozumiałem, że wydarzyło się coś bardzo ważnego. (pojęcie śmierci zrozumiałem dopiero, gdy pojawiłem się w nowym życiu).

Dzisiaj noszę ślady i "piętno" tamtej sytuacji. Urodziłem się ze skrzywionym nosem. W latach dziecięcych przeszedłem pierwszy zabieg, po którym lekarze stwierdzili, że "to normalne, zdarzają się takie przypadki" i nos był prosty. Po paru latach wrócił ponownie do stanu sprzed zabiegu. Wówczas kolejny zabieg, lekarz stwierdził, że nie wie czemu ponownie się skrzywił, ale znowu go wyprostował. Minęło kilka lat i nos znowu zaczyna się skrzywiać.

Urodziłem się z "wystającą" kością z tyłu głowy - nad potylicą. Odkąd tylko pamiętam czułem, że to nie jest moje życie. To nie są moi rodzice. Powiedziałem im o tym. Stwierdzili, że fantazjuję. Dzisiaj gdy rozmawiam z ojcem, mówi on, że od małego byłem inny. Teraz nie pamięta co wówczas mówiłem, bo nie przywiązywał do tego większej wagi, ale zrozumiał, że "coś jest na rzeczy" gdy kiedyś zacząłem grać.. na stole. Kupili mi keyboard, a gdy przy nim usiadłem, zacząłem po prostu.. grać.

W szkole, w domu "prowadziłem" wykłady z zakresu prawa cywilnego, prawa karnego. Pomagałem innym, znajomym rodziców w rozwiązywaniu urzędowych czy sądowych problemów.
A gdy zacząłem jako dziecko pozostawać z boku i mówić o istocie śmierci, o tym jak ważne jest przebaczenie i miłość zaprowadzili mnie do psychologa i psychiatry. Psycholog stwierdził, że wszystko ze mną w porządku, a to się kiedyś zmieni. Psychiatra stwierdził, że on tu nie pomoże, bo chłopiec jest zdrowy.

I tak po dziś dzień trwam w maraźmie życia szukając odpowiedzi na niepostawione przed sobą pytania.

#22 danut

danut

    Homo Infranius Alfa

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 5157 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 13:04

Arkadjuszu zatrzymując się nad Twoja historią w pewnym momencie przedstawił mi się taki obraz jakby z nawiązaniem do filmu "Inni", nazwisko Maria Radkiewicz-wypytywała mnie o to i inni znajomi- "jak się teraz czuję"- ten fragment, z pamięci odtwarzam dlatego nie daje cudzysłowu- Mam takie wrażenie jakby gdzieś odbywał się w tym samym czasie seans spirytystyczny z przywoływaniem duchów i ten seans podziałał na Ciebie, Ciebie siedzącego w tym autobusie- może się mylę, ale tak teraz skojarzyłam, więc co teraz- ta pani Maria(Radkiewicz?)- jest z naszego czasu i naszej rzeczywistości- gdyby się odnalazła i przyznała do takiego seansu mielibyśmy odkrycie, prawdziwe odkrycie co i kiedy co powoduje i jak takie seanse komplikują i mieszają w rzeczywistościach. A co do historii- wzruszyło mnie parę wskazówek i ich zbieżność znowu z moją. No będąc dzieckiem, tez byłam indywidualnością, ale już dobrze nie muszę wszystkiego opowiadać, a zacząłem grac.. hmm mój brat miał 5 lat , akordeon był prawie większy od niego- ale dorwał się do takiego- i zaczął grac, wygrywając piosenkę czysto.. autentycznie, pamiętam tą scenę, bo ona wymusiła zakup mniejszego 40- tki aby to dziecko się nie musiało tak męczyć i niech sobie gra :D A historia z nosem i keyboardem, to podobieństwo historii mojego syna, chociaż teraz przerzucił się na gitarę elektryczną, a zakup tamtego instrumentu, tez w wieku 5- lat był wymuszony przez niego dziwnym sposobem, jakby histerią na targu.. zwyczajnie poddaliśmy się jej i woli dziecka- ale dziwna to była sytuacja też. A wystająca" kość z tyłu głowy"- myślę, że trochę źle to określiłeś, ale wiem o co chodzi- dawniej uważano, ze świadczy to o ludziach z większa inteligencją i o zdolnościach matematycznych :)- nie wiem czy nauka nadal utrzymuje to stanowisko..?

#23 arkadjusz

arkadjusz

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 41 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 21:32

Danuto, niestety nie widziałem tego filmu, nie mniej jednak nie wykluczam, że mogło tak być, ale prawdopodobieństwo, że tak było wydaje się być niewielkie. Jedynie co mam ze spirytyzmem do czynienia to fakt, że właśnie czytam książkę "Wyznania egzorcysty" włoskiego księdza Gabriela Amortha - niesamowita - polecam.
Widzę, że mamy wiele wspólnego. Zaczyna być to nad wyraz intrygujące.
Nie mam pojęcia co nauka utrzymuje na temat kości z tyłu głowy. Nigdy się w to nie zagłębiałem.. a może powinienem? W moim przypadku zdolności matematyczne się nie potwierdzają. Podejrzewam, że dziecko w 6 klasie szkoły podstawowej ma większe zdolności matematyczne niż ja.

#24 danut

danut

    Homo Infranius Alfa

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 5157 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 21:57

Arkadjuszu - taki był pogląd budowa czaszki, budowa mózgu, wygląd, odpowiednie uwarunkowania, że są za coś tam potwierdzalnie odpowiedzialne, częśc lekarzy i nauczycieli może nadal zwraca na to uwagę, ale być może, że nie jest to do końca prawdą. To są opinie i uwagi mające miec poparcie w badaniach, ale róznie to bywa i nie do końca tak być musi. Ja nie sygerowałam, że Ty masz coś współnego z ezoteryką, a tylko mozliwośc oddziaływania takich spraw, eksperymentów, seansów na przypadkowe osoby- poprostu- coś wypuszcza się w eter i to coś znajduje ujścia i ma swoje oddziaływanie- "ktoś- coś". Tak widzę te nasz wspólne punkty, podobieństwa- są intrygujące rzeczywiście. Może opisz, czy oprócz tego jednego przypadku w autobusie wydarzył się kiedyś jakiś inny, równie dziwny, na który zwróciłeś uwagę i co wtedy działo się, co się wydarzyło, jak przebiegało?

#25 arek

arek

    WETERAN

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2946 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 22:26

Buddyjscy medrcy porównuja wędrówke dusz do ognia ,jeśli odpalasz pochodnie od płomienia ,jest on jego częścia z charakterem nowej podpałki . Ale jakos nie lubie zagłębiac sie w te tematy .
mozemy natomiast sprawdić czy w okresie Polski Miedzywojennej sądy pracowały do 22 . ta pora wydaje sie bardziej odpowiednia wystarczy popatrzec za okno mamy środek wiosny i o 19 jest jeszcze jasno.
Czy sprawdzałes kiedyś elementy architektury tego miejsca ?
Duzym za jest tak jak napisałem ,niczym nieuzasadniona umiejetność czy to manualna czy umysłowa . Obserwator z boku robi wówczas uwagę - ty juz to robiłeś?
Bardzo ciekawa i intrygująca sprawa.

#26 arkadjusz

arkadjusz

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 41 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 22:51

Czy sprawdzałes kiedyś elementy architektury tego miejsca ?
Duzym za jest tak jak napisałem ,niczym nieuzasadniona umiejetność czy to manualna czy umysłowa . Obserwator z boku robi wówczas uwagę - ty juz to robiłeś?
Bardzo ciekawa i intrygująca sprawa.



Nie rozumiem powyższego, czy mógłbyś sprecyzować?
Sprawdzić można, ale czy dzisiaj sądy pracuje o 21? Nie, ale sędziowie tak. Cały wymiar sprawiedliwości dzisiaj wyrabia nadgodziny. Podejrzewam ze sądy wówczas nie pracowały tak późno, a i w owych czasach adwokaci nie mieli przecież kancelarii - działali przy sądach.

#27 arkadjusz

arkadjusz

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 41 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 23:00

Tak widzę te nasz wspólne punkty, podobieństwa- są intrygujące rzeczywiście. Może opisz, czy oprócz tego jednego przypadku w autobusie wydarzył się kiedyś jakiś inny, równie dziwny, na który zwróciłeś uwagę i co wtedy działo się, co się wydarzyło, jak przebiegało?

Było kilka, wszystkie o "podobnej tematyce". Postaram się to ogarnąć w całość i przesłać.

#28 danut

danut

    Homo Infranius Alfa

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 5157 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 23:16

Arkadjuszu - tak przypuszczałam ;) to wszystko nie mogło dotrzeć do Twojej wiadomości jednego dnie i podczas jednej podróży "Jak mam to ogarnąć w całość prawdziwą całość , bez upiększania i zakłamania"- to przybliżony cytat z mojej "książki" napisany w 1997 roku, spójrz na sb. jest tam informacja, gdzie go otczytasz, a Ty piszesz "Postaram się to ogarnąć w całość"- niesamowite, ale ogarniesz, ja już dużo poświęciłam czasu i mniej więcej ogarniam. Moje wydarzenia były też poświęcone jednemu tematowi- tam przewijała się walka o miłość, zaczęły się nawet przed śmiercią tego chłopaka, jakby w celu zapobiegnięcia jej, nie udało się, ale pozostało to "..nawet po śmierci"...

#29 arkadjusz

arkadjusz

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 41 postów

Napisano 15 kwiecień 2012 - 23:22

Nie rozumiem Twojej wypowiedzi. Możesz jaśniej?

#30 danut

danut

    Homo Infranius Alfa

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 5157 postów

Napisano 16 kwiecień 2012 - 01:33

Arkadjuszu odpowiedziałam Ci na to zdanie :"Było kilka zdarzeń, postaram się je ogarnąć w całość"- napisałeś, że chcesz osiągnąć bardzo zbliżony cel w tym wszystkim do mnie, obrałeś jakby taką drogę jak ja kiedyś "Ogarnąć to, połączyć w całość, zrozumieć, wyciągnąć wniosek". Dalej piszesz o "podobnej tematyce" w tych zdarzeniach, o wiadomościach, poprzez które wyciągnąłeś dla siebie taki wniosek, zauważyłeś na pewno, że te podobieństwa dotyczyły czegoś konkretnego, coś konkretnego zawierały, na coś bezpośrednio musiały wskazywać, łączyć się ze sobą , tworzyć ciąg. Piszę Ci, że tak samo było i u mnie, tylko u mnie dotyczyło- śmierci mojego chłopaka w tej rzeczywistości, w młodym wieku i w latach osiemdziesiątych. Pomimo, że zdarzenia zaczęły się przed jego śmiercią i trwały po niej, ale miały ten sam cel- wskazywały na tą osobę bezpośrednio...Drugi "arku":)- wspomniałeś o Buddyjskich Mędrcach i tym porównaniu do ognia i podpałki- niesamowite, obrazowe, i ja tam się w to zagłębiam. Arku opisywałam już tą wizje, ale nie daje mi ona spokoju i coś w tym musi być. Ognie- ogień- to nie będzie poetyckie porównanie, to będzie dobitne przedstawienie czegoś. Patrz, pojawia się przede mną taki obraz, stoję sobie na ryneczku górskiej miejscowości, plecami do kościoła będącego na takim wzniesieniu, tam jeszcze jakieś inne zabudowania, kioski, itp. z boku, ale to nieistotne , ale to jest wszystko za takim zakolem, że właściwie widoczność jest bardzo ograniczona, bo zaraz też i następny ostry zakręt, i mało co widać, na wprost mnie jest rzeczka, ale jej też nie widzę, bo ona z kolei jest w dole i całkiem i obrośnięta drzewami z jednej i drugiej strony.I nad ta rzeką pojawia mi się obraz, żywy obraz, jak prostokąt, kartka papieru opalająca się ze wszystkich stron ogniem, z tym że ten obraz na głębię- widzę w nim kościół, dużo budynków, nie do końca taki jak za plecami, chociaż takie wrażenie miałam, jakby odwrócenia rzeczywistości- na pewno ten widok przypominał podobną miejscowość do tejże, w której byłam, krzyknęłam: "Co to się dziej,pali się, ale zaraz zorientowałam się, że porostu nie rozumiem co to , trwało kilka sekund, a koleżanka, która ze mną była prawdopodobnie zarejestrowała tylko błyski światła.

#31 Arek 1973

Arek 1973

    Homo Infranius Alfa

  • Moderatorzy globalni
  • 3642 postów

Napisano 16 kwiecień 2012 - 06:07

Kronika Akaszy

#32 kamkot

kamkot

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 58 postów

Napisano 16 kwiecień 2012 - 11:28

Małe pytanie do Arkadjusza. Piszesz głownie o tym, że jako dziecko czułeś się inny, tzn. ująłęm to w taki najprostszy sposób. Można zapytać ile teraz masz lat, a przynajmniej o przedział wiekowy i czy dalej odczuwasz podobne emocje. Czy czujesz sie jakbyś patrzył na swoje życie z boku, myślisz nieraz że Ciebie ono nie dotyczy. Tak tylko pytam, bo ja nieraz tak odczuwam, że to co robię na co dzień, jak się zachowuję, co mówię to tak naprawdę nie ja. Coś jakby zupełnie inna osoba była gdzieś we mnie, a może osoby :), sam nie wiem. I nie mówię tutaj o zmianach postaw, jak na przykład u Gombrowicza, wydaje mi się, że to coś więcej.

#33 Katarzyna_1

Katarzyna_1

    Dobroczyńca

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 3243 postów

Napisano 16 kwiecień 2012 - 16:37

Cytuję Danutę;
"Mam takie wrażenie jakby gdzieś odbywał się w tym samym czasie seans spirytystyczny z przywoływaniem duchów i ten seans podziałał na Ciebie, Ciebie siedzącego w tym autobusie- może się mylę, ale tak teraz skojarzyłam, więc co teraz- ta pani Maria(Radkiewicz?)- jest z naszego czasu i naszej rzeczywistości- gdyby się odnalazła i przyznała do takiego seansu mielibyśmy odkrycie, prawdziwe odkrycie co i kiedy co powoduje i jak takie seanse komplikują i mieszają w rzeczywistościach."

Nie pamiętam, czy już o tym pisałam. Tak na wszelki wypadek powtórzę bo być może ma to jakieś znaczenie. W "lunaparkowym" okresie jedna z pań zatrudnionych na kontrakcie, w czasie wizyty w moim mieszkaniu (chyba nawet wtedy był już mój mąż) opowiadała, że dziwne rzeczy dzieją się w "naszym" hotelu pracowniczym. Mówiła, że ktoś tu wywołuje duchy, ale mówiła o żywych "duchach". Ja byłam wtedy już zbyt wystraszona dziwnymi zdarzeniami, że nie podjęłam tego tematu, a wręcz z bliżej nieokreślonego strachu skierowałam rozmowę na zupełnie na inny temat. Jeśli mój małżonek był przy tej rozmowie (chyba tak, ale nie pamiętam na 100%) to pewnie sobie pomyślał, że to jakaś nawiedzona baba i bajki opowiada... A może w tym coś było na rzeczy? Kobieta była z Lublina. Dokładnie pamiętam jej twarz. Imię Grażyna,
ale nie mogę sobie przypomnieć jej nazwiska. Pamiętam tylko imię i w jakiej macierzystej firmie pracowała w Lublinie. Gdybym pamiętała nazwisko, to bym ją odnalazła bez problemu.
A jeszcze taka ciekawostka. Pracowała jako sprzątaczka z tytułem magistra. Jak kogoś nie lubiła i była o coś pyta, odpowiadała z uśmiechem "ja nic nie wiem ja tu sprzątam". Miała wielkie poczucie humoru.
A kim była Maria Radkiewicz?

#34 danut

danut

    Homo Infranius Alfa

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 5157 postów

Napisano 16 kwiecień 2012 - 16:50

Tak Kasiu zwróciłam na to szczególna uwagę, bo padło w poście Arkadjusza to nazwisko i że ta pani go wypytywała.. Zaraz skojarzyłam też zdarzenie z kościoła, pamiętacie, przenoszę się na swój pogrzeb w inna rzeczywistość, tylko nie wiem, czy zwróciliście uwagę, w Dzień Zaduszny odbywają się specjalne msze, to nie są zwykłe msze codzienne, niedzielne, one mają też coś z "wywoływania duchów" tzw, wypominki.. co rzeczywiście, wtedy mogło podziałać na mnie??Nie chciałabym tu wspominać swojego zdarzenia z 1997 r.. ale dowiedziałam się, wtedy też, bo "..W Opolu odprawiane są egzorcyzmy"..

#35 arkadjusz

arkadjusz

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 41 postów

Napisano 16 kwiecień 2012 - 21:54

Małe pytanie do Arkadjusza. Piszesz głownie o tym, że jako dziecko czułeś się inny, tzn. ująłęm to w taki najprostszy sposób. Można zapytać ile teraz masz lat, a przynajmniej o przedział wiekowy i czy dalej odczuwasz podobne emocje. Czy czujesz sie jakbyś patrzył na swoje życie z boku, myślisz nieraz że Ciebie ono nie dotyczy. Tak tylko pytam, bo ja nieraz tak odczuwam, że to co robię na co dzień, jak się zachowuję, co mówię to tak naprawdę nie ja. Coś jakby zupełnie inna osoba była gdzieś we mnie, a może osoby :), sam nie wiem. I nie mówię tutaj o zmianach postaw, jak na przykład u Gombrowicza, wydaje mi się, że to coś więcej.

Nie rozpatruje tego w ten sposób. Uznałem, że jeśli dane mi było powrócić tu raz jeszcze (przyjmując, że owe przyjście miało faktycznie miejsce) to musi być ku temu jakiś powód. Staram się jak najlepiej wykorzystać ten czas. Mając świadomość, że wiedza i uczucia są tak bardzo ważne staram się za wszelką cenę nauczyć jak najwięcej, zrozumieć, a nade wszystko nie żywić do nikogo nienawiści czy złości. Może coś w tym jest.
Mam 22 lata.

Danuto, jak się czujesz będąc na cmentarzu? Czy wiążą się z tym w ogóle jakieś uczucia, emocje?

#36 danut

danut

    Homo Infranius Alfa

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 5157 postów

Napisano 16 kwiecień 2012 - 23:19

Arkadjusz, ale to Ty miałeś opisywać te inne, swoje zdarzenia :D .. Na razie wybaczam ;) Moje odczucia z cmentarzem nie są jakieś szczególne, nie czuje się inaczej na nich będąc, ani dziwnie w tych miejscach, pomimo że zdarzały się, szczególnie na jednym z nich dziwne rzeczy, też z tej tematyki, jednak ja nie mogę powiedzieć, że coś mnie w nich przeraża, czy że mam jakieś dziwne przeczucia, czy coś w tym stylu, choć takie coś miał, właśnie ten chłopak przed śmiercią swoją- jakby bał się cmentarzy. Jedno co mnie kiedyś wydawało się bardzo dziwne, a to i do tej wizji z kościoła mogło by być jakimś nawiązaniem, a także do tego obrazu z ogniami wyżej opisaego. Bo widzisz, tam zastanawiałam się jaką miejscowość mógł przedstawiać -bo wizualnie, tak od razu kojarzyłam, czy to ta, czy ta druga, a ta druga znajdowała się- i tu jakby patrzeć z dużego wzniesienia mającego 4 bramy - to jedna z nich wychodziła na miejscowość, w której, wtedy byłam , a druga tak po przekątnej na miejscowość podobną, tą z którą mam skojarzenia, ale jeszcze 3 wyjście jakby na moje wówczas miejsce zamieszkania, a 4- to takie, o którym mam szereg snów i widzę w nich miejscowość ze szczegółami, chociaż nigdy tam nie byłam, z tym że rozmawiając z rodziną, poszło przypuszczenie, że mogłam tam być z rodzicami, podczas gdy byłam małym dzieckiem i dlatego nie pamiętam tego. Dziwne jest to, że będąc raz w tej miejscowości po przekątnej od miejsca tej wizji z ogniami, poczułam raz dziwne pragnienie- pójść na cmentarz, zobaczyć swój grób- to było, albo po jakimś śnie na ten temat, ten bardzo silny impuls, albo i jeszcze poprzez rozmyślania o słowach tej kobiety, która mnie "nawiedzała"- pamiętam, rozmyślałam to- "pójść tam zobaczyć , poszukać, czy nie pójść- w końcu nie poszłam, pewnie uznałam, za głupie myślenie, tylko nie mogę sobie przypomnieć, ale zdaje się miałam podane nazwisko- oj, tak miałam, bo nawet tłumaczono mi gdzie mieszkała, jak zmarła- teraz pamiętam tylko tyle, że mieszkała gdzieś, gdzie przez kładkę przez rzeką trzeba było stamtąd przejść, ale nic więcej - niestety, opowiadała to ta kobieta i ten chłopak z broda od 20 zł- jako o innej dziewczynie, ale miałam sen potem, że miałam być nią ja.

#37 Katarzyna_1

Katarzyna_1

    Dobroczyńca

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 3243 postów

Napisano 19 kwiecień 2012 - 09:41

Zaburzenia czasowe
Czym jest czas? Możemy go mierzyć i kroić na kawałki wielkości tysiącleci lub nanosekund. Świadome doświadczenie trwania, okres w którym nastąpiła akcja lub zdarzenie... Można nawet nawet nadać mu abstrakcyjną etykietkę czwartego wymiaru. Wszystko to jednak nie przybliża nas nawet o krok do zrozumienia, czym czas naprawdę jest i jak działa.

Istnieją pewne niezwykłe historie, które zdają się świadczyć, że czas nie zawsze płynie w taki sposób, jakiego doświadczamy na co dzień. Ludzie opowiadają o dziurach w czasie, skokach w czasie, brakującym czasie, a nawet „zaglądaniu” w przeszłość i przyszłość.

Ponieważ nasza percepcja czasu zwykle przebiega zupełnie rutynowo i bez poważniejszych zakłóceń (oczywiście pomijając „ojej, już piąta! Jak ten czas zleciał...” i „ten pociąg wlecze się już chyba dwa lata...”) doświadczenie któregokolwiek z wymienionych zaburzeń upływu czasu jest opisywane jako najdziwaczniejsze i najbardziej dezorientujące wydarzenie w życiu.

W 1991 roku Glenn był studentem na uniwersytecie w Nowej Szkocji. To, co zaczęło się jako zwyczajna podróż autobusem do jego rodzinnego miasta, zmieniło się w dziwne pomieszanie czasu i przestrzeni.

Glenn siedział na samym końcu autobusu. Pojazd był prawie pusty, tuż za kierowcą siedziała tylko jakaś rodzina. Jazda przebiegała spokojnie, wręcz nudno, aż do momentu, gdy zbliżyli się do miasta, w którym mieszkali rodzice Glenna. Wyglądał przez okno i obserwował fabrykę opon Michelin, gdy autobus wspinał się na wzgórze. Gdy dotarli na szczyt wzniesienia, Glenn doznał dziwnego uczucia i z nieodgadnionego powodu zaczął sobie wyobrażać, że w autobusie jest mnóstwo ludzi i wszyscy się z niego śmieją.

Chwilę potem... autobus znowu był na autostradzie jakąś milę przed wzgórzem i fabryką opon. Glenn po raz kolejny obserwował zakład, gdy samochód go mijał. Drugi raz. Odczucie było przerażające. Chłopak zauważył, że także rodzina z przodu, wcześniej głośno rozmawiająca, teraz siedzi zupełnie cicho.

Gdy zatrzymali się, Glenn podszedł do kierowcy i opowiedział mu o swoich spostrzeżeniach. Mężczyzna zachowywał się nerwowo i odpowiedział tylko, że takie rzeczy się zdarzają.

Kierowca najwyraźniej miał rację. Takie rzeczy się zdarzają. Sue i Jim wracali do domu w Fallbrook w Kalifornii, gdy być może o włos ominęli spory uskok w czasie.

Do Fallbrook prowadzą dwie drogi, jedna od północy, druga od południa. Sue i Jim jechali tą od południa. Ma ona jakieś 4 mile długości, dwa pasma i mnóstwo zakrętów. Był piątkowy wieczór i para dziwiła się, że z przeciwnej strony nie jadą żadne samochody. Fallbrook jest małym miastem, jednak ta droga jest bardzo uczęszczana.

Sue spojrzała na zegar na wyświetlaczu radia. Była 6:24. Sekundę później samochód zamarł. Silnik zatrzymał się, światła zgasły. Paliwo na pewno się nie skończyło, gdyż niedawno tankowali i bak był prawie pełny. Sue zjechała na pobocze. Czuła się dziwnie. Zamienili się miejscami i samochód od razu ruszył. Dziewczyna była zdenerwowana, była pewna, że właśnie zaszło coś bardzo niezwykłego. Ponownie spojrzała na zegar. Była 6:36. Minęło 12 minut, podczas gdy cały incydent na poboczu trwał co najwyżej półtorej minuty. Co się stało zresztą?

Jesteśmy przyzwyczajeni do linearnego przebiegu czasu. Jedno wydarzenie prowadzi do drugiego. Chociaż to zabrzmi dziwnie, wydaje się, że czas nie zawsze działa w ten sposób. Eula White ma pewne dziwaczne wspomnienie z młodości. Mieszkała wtedy w wiejskiej części Alabamy. Były lata 20te, elektryczność była rzadkością, a jedynym transportem były wozy zaprzężone w konie. Pamięta, że był to piękny letni dzień. Od rana Eula wraz z innymi kobietami łuskała groch i fasolę przed frontem farmy Hawkinsa. Były tam aż do popołudnia. Zobaczyły, że pan Howkins zmierza w stronę bramy. Przez siodło miał przerzucony biały worek z mąką, a w lewej ręce brązową torbę z innymi zakupami. Podjechał do wrót i czekał, aż ktoś je otworzy. Jeden z chłopców podbiegł do ogrodzenia i otworzył bramę. Potem, na oczach grupy kobiet i dzieci, pan Howkins zniknął. Dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Zapadła grobowa cisza. Po chwili kobiety zaczęła krzyczeć. Były przerażone i zdezorientowane. Uspokojenie się zabrało im sporo czasu, jednak w końcu wróciły do pracy. Brama została zamknięta.

Jakieś pół godziny później, wszyscy ponownie ujrzeli pana Howkinsa, jadącego konno w stronę swojego domu. Na siodle leżał ten sam worek pełen mąki, w ręku trzymał tę samą torbę. Podjechał do wrót i zatrzymał się. Wszyscy przyglądali się mu skamieniali. Nikt nie był w stanie się ruszyć. Czekali, co się wydarzy. Wreszcie pan Howkins zapytał, czy ktoś może mu w końcu otworzyć bramę. Odetchnęli z ulgą. W jakiś sposób pan Howkins dotarł do farmy, zanim tam dojechał.

Źródło: MaterMind
artykuł z 3.06.2009
autor nieznany


#38 Katarzyna_1

Katarzyna_1

    Dobroczyńca

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 3243 postów

Napisano 19 kwiecień 2012 - 11:18

A powyższy tekst wkleiłam m.in. dla pokrzepienia Arkadjusza, bo chyba się "spłoszył"
i się nie odzywa. Autobus..... :Meow:

#39 arkadjusz

arkadjusz

    Infrzak

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 41 postów

Napisano 25 kwiecień 2012 - 19:09

A powyższy tekst wkleiłam m.in. dla pokrzepienia Arkadjusza, bo chyba się "spłoszył"
i się nie odzywa. Autobus..... :Meow:


Arkadjusz się nie spłoszył ino miał natłok zajęć, a i na niewielką wyprawę udało mu się załapać. teraz musi tylko nadrobić zaległości w lekturze. Swoją drogą, oglądał ktoś The Rite?

#40 danut

danut

    Homo Infranius Alfa

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 5157 postów

Napisano 27 kwiecień 2012 - 20:28

Arkadjusz, ale nie każ nam zbyt długo czekać na ten swój powrót, bo ostatnio trwało dwa lata :D . Może zadaj też jakich odpowiedzi brakuje Ci do własnych wniosków na ten temat, to, aby zabic czas oczekiwania- pomyślimy nad nimi. Pozdrawiam!